Od kilkunastu dni Polskę grzeje temat ewentualnego wypowiedzenia przez Polskę konwencji stambulskiej, która ma rzekomo zapobiegać przemocy domowej. Feministki są wściekłe, organizują protesty, sugerują, że rząd legalizuje przemoc domową. Czy mają rację? A może w ich sprzeciwie jest coś, o czym nie mówią głośno, a jest faktyczną motywacją do poparcia konwencji i jej zapisów?

Kontrowersyjna konwencja czy „piekło kobiet”?

W poprzedni weekend wybuchły protesty w kilku miastach przeciwko zapowiedziom Zbigniewa Ziobro i części rządu o możliwym wypowiedzeniu konwencji stambulskiej, będąca międzynarodowym dokumentem, zobowiązującym państwa ratyfikujące dokument do implementacji przepisów antyprzemocowych w swoich krajach. Na ich czele stanęły organizacje feministyczne m.in. Dziewuchy Dziewuchom oraz Strajk Kobiet. Hasło było jedno „stop legalizacji przemocy domowej”. Ubrane w stroje z serialu „Opowieści Podręcznej” protestowały m.in. w Warszawie, Wrocławiu, Krakowie czy Łodzi.

Z wypowiedzi uczestniczek i uczestników zgromadzeń można wywnioskować, jakoby PiS miał zrobić tutaj drugi Iran lub Afganistan. Lewicowe media zasypują nas artykułami o drastycznych przypadkach przemocy, starając się zbudować obraz piekła kobiet, które miałoby się nasilić w przypadku wypowiedzenia konwencji.

Ile w tym prawdy? Ile w tym pełnym negatywnych emocji przekazie jest rzeczywistości? Co tak naprawdę szykuje nam rząd?

Dlaczego w ogóle rząd chce wypowiedzieć konwencję? Według ministra Ziobry konwencja zawiera wiele ideologicznych zapisów, które wprowadzają do polskiego prawa pojęcie płci biologicznej. Chodzi konkretnie o artykuł 3 paragraf „c”, który brzmi:

płeć społeczno-kulturowa” oznacza społecznie skonstruowane role, zachowania, działania i atrybuty, które dane społeczeństwo uznaje za odpowiednie dla kobiet lub mężczyzn

Jak powiedział sam Zbigniew Ziobro, największy problem leży właśnie w tym zapisie. Wtórują mu inni politycy Zjednoczonej Prawicy.

To jest uderzenie w rodzinę, w małżeństwo, a małżeństwo to kobieta i mężczyzna, a nie jakaś trzecia, czwarta czy piąta płeć

Twierdzi wiceminister Michał Wójcik.

Prawdziwy problem konwencji

Jako, że piszę o problemach z dyskryminacją mężczyzn, jestem oburzony, że politycy nie zwracają uwagi na najważniejszy zapis i w zasadzie cały sens konwencji. Jest to stwierdzenie, że przemoc domowa wynika z „dziejowej nierówności kobiet wobec mężczyzn”. Zatem tak, problem jest z kwestią gender, ale nie dotyczącym poparcia dla transseksualizmu, czy co tam wymyślili PiS-owcy. Chodzi tu o wprowadzenie neomarksistowskiej ideologii, wedle której wszyscy mężczyźni co do zasady są oprawcami, a kobiety ofiarami przemocy. Wynika to z zapisów konwencji. Już w samej preambule mamy kontrowersyjne zapisy.

uznając, że realizacja równouprawnienia kobiet i mężczyzn de jurei de facto stanowi kluczowy element zapobiegania przemocy wobec kobiet;

uznając, że przemoc wobec kobiet jest manifestacją nierównego stosunku sił pomiędzy kobietami a mężczyznami na przestrzeni wieków, który doprowadził do dominacji mężczyzn nad kobietami i dyskryminacji tych ostatnich, a także uniemożliwił pełną poprawę sytuacji kobiet;

uznając strukturalny charakter przemocy wobec kobiet za przemoc ze względu na płeć, oraz fakt, że przemoc wobec kobiet stanowi jeden z podstawowych mechanizmów społecznych, za pomocą którego kobiety są spychane na podległą wobec mężczyzn pozycję

Autorzy dokumentu zatem wprost stwierdzają, że problemem jest męskość z definicji. Kojarzycie na pewno feministki, twierdzące, że męskość jest toksyczna, że agresja, przemoc, znęcanie się jest domeną mężczyzn i tylko mężczyzn, natomiast kobiety są jej ofiarami. Tutaj mamy to zapisane w akcie prawnym.

Być może to by była jedynie moja błędna interpretacja zapisów dokumentu, gdyby nie fakt, że sami jej autorzy i prawnicy to potwierdzają. Takich argumentów użył Europejski Komitet Ekonomiczno-Społeczny wydając pozytywną opinię konwencji:

Jest ona pierwszym wiążącym prawnie instrumentem międzynarodowym, tworzącym globalne ramy prawne na rzecz zapobiegania przemocy, ochrony ofiar i karania sprawców. Konwencja jest wezwaniem do większej równości między kobietami a mężczyznami, ponieważ przemoc wobec kobiet jest głęboko osadzona w nierównościach między płciami oraz utrwalana przez patriarchalną kulturę i obojętność wobec tego zjawiska. Konwencja uwzględnia wszystkie rodzaje przemocy (przemoc fizyczną i psychologiczną, wykorzystywanie seksualne, wymuszone małżeństwo, okaleczanie narządów płciowych kobiet, nękanie, wymuszanie sterylizacji lub aborcji), bez względu na wiek, pochodzenie etniczne lub narodowość, religię, pochodzenie społeczne, sytuację migracji lub orientację seksualną ofiary.

Tak z kolei o dokumencie wypowiada się Dorota Pudzianowska, prawniczka z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

Ona zwraca uwagę na pewne aspekty, że przemoc wobec kobiet nie wynika tylko z alkoholizmu czy pewnych patologii, które są dobrze znane także naszym władzom, ale też wynika z problemów, które są związane ze stereotypowym postrzeganiem płci.

Interpretacja Ordo Iuris

Nawiązując do pierwszego zdania wypowiedzi pani Pudzianowskiej, trzeba zwrócić uwagę na fakt, że osoby związane z ruchem praw mężczyzn nie są jedynymi, którzy zwrócili uwagę na skandaliczne, antymęskie zapisy w konwencji. W 2014 roku, gdy rząd PO-PSL podpisywał konwencję stambulską, instytut Ordo Iuris wydał kilkunastostronicową broszurę, w której argumentował, dlaczego nie warto podpisywać tego dokumentu.

Jednym z argumentów był właśnie problem zapisu o rzekomym patriarchacie, który jest źródłem przemocy wobec kobiet. Według prawników z Ordo Iuris taki zapis dyskryminuje mężczyzn, przede wszystkim tych, którzy nie utożsamiają się z płcią żeńską.

Jak już była o tym mowa, Konwencja dyskryminuje mężczyzn, którzy nie cierpią na zaburzenia tożsamości płciowej. Ponieważ przemoc ma rzekomo wynikać z istnienia różnic w społeczno-kulturowych formach wyrażania się kobiecości i męskości, dlatego walkę z tymi zróżnicowaniami (określanymi mianem „stereotypów”), przedstawia się jako walkę z dyskryminacją. Zgodnie z tymi założeniami, profilaktyka przemocy powinna akcentować niestereotypowe role genderowe, obejmujące m.in. praktyki właściwe dla środowisk LGBT. Środowiska forsujące ratyfikację tej Konwencji (w tym organizacje LGBT) twierdzą, że genderowa definicja przemocy jest „nowatorska”, tymczasem jest to definicja ideologiczna, uzasadniająca systematyczną inżynierię społeczną.

Oczywiście Ordo Iuris, z racji swojego profilu światopoglądowego, skupił się głównie na problemie zawartej w konwencji ideologii, jednak sam fakt, że zwrócił uwagę na problem dyskryminacji mężczyzn jest wart odnotowania. Przy okazji instytut zwrócił uwagę na rzeczywiste źródła przemocy domowej, a wśród nich wymienił przede wszystkich społeczne problemy, m.in. takie jak alkoholizm, atomizacja społeczeństwa.

Alkoholizm to nie stereotyp usprawiedliwiający przemoc – to rzeczywista patologia życia społecznego, trafnie kojarzona z występowaniem przemocy1. Według statystyk policyjnych za 2013 r. ok. 61% podejrzewanych sprawców przemocy było pod wpływem alkoholu. Obecność w rodzinie problemu alkoholowego wpływa w szczególności na ograniczenie samokontroli zachowania i może wyzwolić agresję, nad którą sprawca przemocy w rodzinie nie będzie umiał zapanować. (…)

Przemoc nasila się tam, gdzie dochodzi do rozpadu rodziny i innych wspólnot wzajemnego wsparcia i akceptacji. Jak wynika z badań Instytutu Profilaktyki Zintegrowanej, dobre, silne więzi z rodzicami są najistotniejszym czynnikiem chroniącym w zakresie wszelkich dziedzin profilaktyki, zwłaszcza zaś profilaktyki przemocy.

Czy przemoc ma płeć?

Trudno nie zgodzić się z Ordo Iuris w tym przypadku. Przemoc domowa istnieje i jest ważnym problemem społecznym, choć na szczęście jest zjawiskiem z roku na rok coraz mniejszym, co może cieszyć, zwłaszcza że Polska najniższy wskaźnik przemocy domowej w Europie (badania FRA rok 2018). Jednak ich przyczyny przemocy rzeczywiście są wynikiem społecznych problemów, takich jak alkoholizm, bieda, problemy w dzieciństwie, atomizacja społeczeństwa.

Dlaczego winny nie jest patriarchat? Gdyby tak było, to problem przemocy nie dotykałby w równym stopniu kobiet i mężczyzn. Tak, nie pomyliłem się. Problem przemocy domowej jest niemal równy. W USA przemocy domowej doświadczyła 1/3 kobiet i 1/4 mężczyzn. Z kolei w Polsce, według badań CBOS z 2012 roku, ofiarą przemocy fizycznej padło 11% kobiet i 10% mężczyzn, z kolei przemocy psychicznej doznało 20% mężczyzn i 16% kobiet.

Skąd zatem słynne 90%? W Polsce mężczyźni nie zgłaszają przypadków przemocy, ponieważ albo są zbyt błahe, albo bagatelizują ją. Jeśli przemoc jest poważna, wstydzą się ją zgłaszać na policję, by nie wyjść na „mało męskich”. Jednak wynika to nie z żadnego „patriarchatu”, po prostu sam fakt, że dają się bić kobiecie, która jest słabsza fizycznie, jest powodem do wstydu. Jeśli dajemy się bić dziecku, to też wychodzimy na „frajera”, ale jednak nikt o zdrowych zmysłach nie powie, że żyjemy w systemie „adultystycznym”.

Na ten temat już napisałem dość obszerny artykuł dwa lata temu – jest dostępny pod tym linkiem.

Ukryte intencje feministek

Wypowiedzenie konwencji stambulskiej niczego de facto nie zmienia w polskim prawie. Na ten temat wypowiedzieli się prawnicy, którzy potwierdzają, że wypowiedzenie jej nic by nie zmieniło. Skąd zatem ten skowyt organizacji feministycznych?

Moim zdaniem ten histeryczny wręcz płacz wynika właśnie z kwestii „monopolu na bycie ofiarą”. Konwencja stambulska wprowadza do prawa pojęcie kulturowej nierówności mężczyzn i kobiet. Jak zatem tę nierówność zwalczyć? Stosując w prawie dyskryminację mężczyzn. Pokłosiem wprowadzenia tej konwencji, nawet jeśli nie bezpośrednio, jest ostatnie prawo dotyczące natychmiastowej izolacji rzekomego sprawcy. Rzekomego, ponieważ dzięki ustawie prerogatywy, które do tej pory miał sąd, teraz będzie mieć policja. Policja specjalnie przeszkolona przez ideologów, że przemoc ma płeć męską. Jak myślicie, kto zostanie wyrzucony z mieszkania w przypadku zgłoszenia awantury domowej?

O tym problemie mówi mec. Jerzy Kwaśniewski z Ordo Iuris. Konwencja, wprowadzając zapisy dotyczące dziejowej nierówności kobiet i mężczyzn, z góry traktuje każdego mężczyznę jako sprawcę przemocy. Każdego bez wyjątku. W ten sposób szkoleni są pracownicy społeczni, policjanci, sędziowie. W tym neomarksistowskim duchu klasyfikują a priori każdego mężczyznę jako sprawcę, a każdą kobietę jak ofiarę.

Konwencja stambulska już dzisiaj utrudnia pomoc ofiarom przemocy.Mam za sobą lata adwokackiej, bezpośredniej pracy z…

Opublikowany przez Jerzego Kwasniewskiego Sobota, 25 lipca 2020

Największą ofiarą takiego myślenia o przemocy domowej jest Johnny Depp. Sam padł ofiarą przemocy, ale nikt mu nie wierzył. Stracił rolę, karierę, został wykluczony. Gdyby nie to, że miał dowody na swoją niewinność, do teraz byłby tym złym, a Amber Heard biedną ofiarą mitycznego patriarchatu.

Ludzie nie dzielą się na kobiety i mężczyzn. Ludzie mają różne charaktery, różne doświadczenia, różną psychikę. I to powinno być decydujące w walce z przemocą domową – indywidualne podejście do każdego przypadku. Jest mnóstwo apodyktycznych mężczyzn, którzy każde niepodporządkowanie się traktują z godną pogardy agresją i przemocą. Są też kobiety, które manipulują, szantażują i niszczą psychicznie mężczyzn. Dlatego z całą pewnością przemoc nie ma płci.

Konwencja stambulska jednak widzi świat podzielony na Wenus i Marsa, gdzie Mars, jako bóg wojny, jest tym złym i agresywnym, a Wenus, piękna i niewinna, jest uosobieniem ofiary. Dlatego z cała stanowczością popieram jej wypowiedzenie. Uwolnienie instytucji prawnych od tego dokumentu to droga do równego traktowania mężczyzn w przypadkach przemocy domowej.

Mężczyzna racjonalny

Czy jesteś wystarczająco pewny siebie, żeby jak prawdziwy mężczyzna przyjąć odtrącenie na klatę, uśmiechnąć się nonszalancko i wrócić po więcej?
Czy może uciekniesz, odcinając się od reszty świata za wygodnym buforem?
Przekonaj się!