Rollo Tomassi: Toksyczna męskość

Dla niektórych „mężczyzn” koncepcja konwencjonalnej męskości jest odrzucana w zupełności. Dla współczesnego pokolenia bycie mężczyzną nie oznacza nic, dlatego konwencjonalne archetypy są zwyczajnie obraźliwe.

Męska Kontrola

W Październiku 2016 roku napisałem artykuł noszący tytuł Sexual Zoning. Poruszyłem w tym poście temat społecznych niespójności oraz ich potencjalnych (czasem katastroficznych) konsekwencji dla mężczyzn wynikających z niezrozumienia, czym były i czym stały się pewne czynniki, którymi mężczyźni i kobiety sekretnie nadawali potencjał międzypłciowej relacji.

W dawnych zachodnich systemach społecznych od młodych ludzi oczekiwano, że będą obchodzić się ze sobą w kontrolowanych i regulowanych środowiskach w sposób, który wspierać będzie produktywny, prosperujący na przyszłość, monogamiczny, selektywny związek. Było to, że tak powiem, „holistyczne” środowisko, w którym młodzi ludzie traktowali się jak potencjalni przyszli partnerzy seksualni i w przeciwnym wypadku w społecznie regulowany sposób, we wszystkich wypadkach, kiedy udzielono im pozwolenia na interakcję między sobą. To była nawet norma w miejscu pracy, gdzie zarówno mężczyźni, jak i kobiety, byli obecni. Przeciętny mężczyzna zdobywał kobietę przez rozszerzony krąg rodzinny lub towarzyski, ponieważ rodziny i kręgi towarzyskie były zwyczajnie szerokie.

To, czego doświadczamy współcześnie, jest zupełną przeciwnością: „strefowania seksualnego”. Pewne środowiska, w których dochodzi do styczności obu płci, jak miejsce pracy, szkoła i kampusy, są zupełnie aseksualne sterylne, że tak się wyrażę. Żadne seksualne interakcje nie są w nich dozwolone. Jest to narzucone przez prawo i oczekiwane przez społeczeństwo. W takich środowiskach powinieneś traktować członków przeciwnej płci jako kolegów/koleżanki lub profesjonalistów, istoty bezpłciowe. (Jest oczywiste, że atrakcyjnym mężczyznom więcej rzeczy uchodzi na sucho, jest to jednak inny temat). Z kolei inne środowiska międzypłciowe, jak kluby nocne, są postrzegane jako w pełni seksualne. Każda znajdująca się w nich osoba wie, że wszelkie interakcje mogą pociągnąć za sobą stosunek. Wygląda to jak sklep mięsny. Oczekuje się od ciebie, że będziesz podbijał do dziewczyn a od dziewczyn, że będą zaczepiane przez atrakcyjnych mężczyzn. Socjalizacja w tych środowiskach wymaga działania i zaangażowania. Jeśli chcesz znaleźć partnera, niezależnie czy do przelotnego seksu, czy do czegoś więcej, musisz tam pójść, znać grę i tym podobne.

Rollo Tomassi

Załączony przeze mnie filmik, który zamierzam omówić, ma nam dać przykład tego, jak umyślnie wychowywano pokolenia mężczyzn w błędnym rozumieniu dynamiki stosunków międzypłciowych, jednocześnie demonizując konwencjonalną męskość, na której zbudowano zachodnią cywilizację. Aczkolwiek, żeby być dokładnym, należy dodać, że praktycznie każda kultura została wzniesiona na fundamentach konwencjonalnej męskości i czynnikach z nią związanych.

Jonathan McIntosh (autor filmiku) dostrzega łatwy cel w archetypicznych męskich charakterach Harrisona Forda, zdradza nam jednak pewien ważny powód, dla którego ikona lat 80. jest tak bezczelna dla mężczyzn pokolenia McIntosha. Han Solo, Indiana Jones i jemu podobni są łajdackimi samcami alfa, których to pokolenie zostało nauczone kochać ze względu na ich brawurę oraz nienawidzić za ich „notoryczne zdobywanie dziewczyny”. Najbardziej kole ich w oczy to, że zawsze udaje się im ją zdobyć w sposób tak irytujący. Ich metody naruszają wszystko, w czym utwierdziło ich feministycznie ukierunkowane wychowanie, a w szczególności w przekonaniu, że to, co zaobserwowali, jest częścią napaści seksualnej.

McIntosh stwierdza, że był częścią pokolenia, które idealizowało filmowe kreacje Harrisona Forda, teraz jednak czuje ukłucie żalu i sfrustrowania patrząc ponownie na ich archetypiczne postawy. To jest idealny obraz tego, jak konwencjonalna męskość została przeprogramowana przez feministyczny prymat kierujący naszym społeczeństwem od czasów rewolucji seksualnej. Wspomniałem w wielu poprzednich wpisach, że podczas gdy otwarta męskość jest oczerniana jako przyczyna wszelkich społecznych nieszczęść, wciąż pozostaje ona najbardziej pociągającą cechą mężczyzn dla kobiet. Chłopcy tacy jak McIntosh postrzegali ten archetyp jako mający związek z kobiecym pociągiem seksualnym, jednak potrzeba było kilku pokoleń uwarunkowanych przez niebieską pigułkę, żeby poczuli się źle nawet na samą myśl, że mogliby w jakikolwiek sposób odznaczyć się podobną osobistą brawurą.

Takim jak on, w toku dorastania towarzyszyło przesłanie niebieskiej pigułki, które polegało na identyfikowaniu się z płcią żeńską (w końcu beta gra opiera się na tym założeniu). Jej założenia można streścić w następujących słowach: graj miłego, równego, domyślnie szanuj każdą kobietę i nigdy nie bądź zbyt stanowczy lub zbyt ordynarny, ażeby tylko nie zaryzykować naruszenia jej wrażliwości. Ci chłopcy dorastali w sposób, który nakazywała im rodzina, media i szkoła, czyli w racjonalnym oczekiwaniu, że po kobietach można się spodziewać, że będą mówiły to, co mają na myśli, i postępowały tak, jak mówią. To jednak nigdy nie trzymało się kupy, gdy widzieli, jak dziewczyny, których pragnęli, te, które mówiły im, że chcą szanującego „miłego gościa”, notorycznie nagradzały bliskością i cielesnością ostentacyjnych dupków. Przecież byli przekonani, że pójdą z nimi, jeśli będą zachowywać się tak, jak im mówiły.

Na końcu Han Solo i Indiana Jones zawsze zdobywają dziewczynę, która szczerze ich pragnie nie dlatego, że jest to jakaś dziwna fantazja wyobraźni autora lecz dlatego, że jest to (i było) domyślną cechą, która wzbudza w kobietach prawdziwe zainteresowanie mężczyznami. Idea, że pożądliwość i romans mógłby potoczyć się inaczej, jest aberracją. Tylko dla sfeminizowanego pokolenia dowód w postaci tysiąclecia damsko-męskich zachowań seksualnych zdaje się niepokojący.

Tak więc oto mamy archetypy konwencjonalnej męskości czasem hulaszcze, czasem śmiałe i sumienne podążające własną ścieżkę, zdolne do postawienia sobie mentalnego punktu pochodzenia i czynienia ich misji (nie ich kobiety) priorytetem. Niezależnie od tego, czy jest to kapitan Kirk, Han Solo czy Conan Barbarzyńca, porządek duchowy był od zawsze stanowczo skupiony na indywidualnych mężczyznach i ich działaniach. W okresie pomiędzy rewolucją seksualną a rokiem 2017 feministyczny imperatyw systematycznie niszczył konwencjonalny męski archetyp do tego stopnia, że wstydzące się swej płci pokolenie mężczyzn jest albo zbulwersowane każdym przejawem męskości lub też zwyczajnie nie może znaleźć sposobu, który pozwoliłby im odnieść się krytycznie do napotkanego zjawiska, za pomocą zniekształconych i rozmytych ideałów tego, co męskość powinna oznaczać.

Dla niektórych „mężczyzn” koncepcja konwencjonalnej męskości samej w sobie jest odrzucana w zupełności. Dla współczesnego pokolenia bycie mężczyzną nie oznacza nic, więc konwencjonalne archetypy są zwyczajnie obraźliwe.

W rezultacie tych czterech lub pięciu pokoleń progresywnie feminizowanych mężczyzn spotykamy się ze zmieszaniem i zniesmaczeniem na każdy przejaw tradycyjnej męskości ze strony współczesnej generacji. Współcześni faceci nie mają żadnych pozytywnych skojarzeń z własną płcią. Stają się coraz bardziej odizolowani, ponieważ są przekonani, że wszystko, co może być ekskluzywne wyłącznie dla mężczyzn, jest przejawem mizoginii. Nie ma niczego „pozytywnego” w byciu mężczyzną, na tę chwilę wszelkie przesądy związane z przekonaniem o tym, że płeć to konstrukt społeczny (z wyłączeniem dla kobiecych organizacji fempowerment oraz wszelkich innych zrzeszających wyłącznie kobiety, które przecież uznawane są za korzystne) są oznaką „postępu” społecznego.

Niedawno przeczytałem artykuł na Boston Globe o mężczyznach w wieku średnim, wśród których narasta zjawisko społecznej izolacji. Mimo wzrostu świadomości o tym fenomenie nie zgodzę się, że wyłączna wina leży po stronie męskiej niezdolności do komunikowania się z innymi mężczyznami. Przecież od kilku dekad mężczyźni byli zniechęcani do spotykania się z innymi mężczyznami w jakikolwiek sformalizowany sposób. Ekskluzywne grupy mężczyzn są podejrzewane albo o mizoginię, albo o homoseksualizm, jeśli trzymają się razem ze względu na fakt bycia mężczyzną. To, czego doświadczamy współcześnie, to pokolenia mężczyzn niezdolnych do zrozumienia, w jaki sposób mają ze sobą współżyć.

Co ciekawe, jeśli problem izolacji zacząłby dotyczyć kobiet, ci sami mężczyźni byliby nadal strofowani za nie współżycie ze sobą w sposób, w jaki robią to kobiety. Kobieta mówi, mężczyzna robi, feminocentryczny porządek społeczny dopuszcza tylko jeden sposób, w jaki mężczyźni mogą się socjalizować ten, w który robią to kobiety. Dlatego też obserwujemy zmieszanie pośród kobiet, gdy słyszą, że mężczyźni nie planują wspólnego wyjścia na kawę z byle powodu dla byle gadki. Mężczyźni i kobiety komunikują się w odmienny sposób, jednak społecznie akceptowalny jest tylko ten, który jest poprawny w żeńskim kontekście. Mężczyźni porozumiewający się „w męski sposób” – w konwencjonalnie męski sposób są zawsze mizoginistami. […]

Koniec toksycznej męskości

Darlock poczynił niezwykle udany post o tym, jak Michael Moore w obliczu przeszłotygodniowej strzelaniny w Vegas, sugerował, że mężczyźni powinni mieć obowiązek prawny uzyskania pisemnej zgody od swoich żon lub partnerek (lub ostatniej ex) na zakup broni.

Za tym, że ten pomysł mógłby kiedykolwiek zostać uznany za poważny, przemawiają głosy o tym, jak powszechne stały się głosy obrzydzające płeć męską w zachodniej kulturze. Rozumiem, że Michael Moore jest zdanym na siebie cuckiem, jednak mam wrażenie, że na fali wydarzeń z Vegas coraz częściej mówi się nie o kontroli broni, lecz o kontroli mężczyzn.

Tu już nie chodzi o kategoryzację męskości jako „toksycznej” lub „hiper” lecz o narrację, która nastąpiła po strzelaninie. Teraz, jakakolwiek męskość jest zagrożeniem, każdy przejaw konwencjonalnej męskości jest prawdziwym problemem. Sugerowanie, że kobiecy dozór i zdolność obserwacji powinny mieć determinujący wpływ w dostępie mężczyzny do praw obywatelskich, tylko potwierdza to, o czym mówiłem od dłuższego czasu – tylko kobiecość jest „poprawna” w jakimkolwiek społecznym dyskursie. Tylko kobiecość jest zdolna do wydawania sądów, edukowania następnych pokoleń i decydowania, który mężczyzna zasługuje na rozród, a który nie.

Pomyśl o tym; pojawiają się głosy sugerujące, że przysługujące mężczyznom prawa obywatelskie, powinny zostać im odebrane i przysługiwać tylko i wyłącznie kobietom. Za całym fałszywym biadoleniem kobiet w różowych pussy hats o odbieraniu im praw, stoją prawa mężczyzn, które faktycznie są nam odbierane w imię kobiecego imperatywu.

Narracja o „toksycznej” męskości stworzyła jakościową różnicę pomiędzy feministycznie-akceptowalną formą męskości i potencjalnie groźną formą. Nie trzeba mówić, że akceptowalna forma zawsze składała się z aspektów męskości, które przydatne były rodowi kobiecemu. „Toksyczna” męskość zawsze była charakteryzowana w jeden sposób:

Bądź mężczyzną albo się zamknij! Czyli męskie błędne koło

Kobiety oportunistycznie wykorzystują męskie poczucie honoru. Przywołują go, gdy chcą skorzystać z tradycyjnie utrwalonych, „należnych im” męskich zachowań, jednocześnie oczekując żeńskiego, egalitarnego wyemancypowania.

Przez ostatnie sześćdziesiąt lat postępująca feminizacja wpędziła nasze społeczeństwa w błędne koło, które spowiło mgłą wszystko, co męskie. Z jednej strony wobec facetów oczekuje się podejmowania zobowiązań (bądź mężczyzną!), z drugiej tłamsi się typowo samcze cechy (zamknij się!). Wszelkie aspekty męskich zachowań służące kobiecej sprawie stały się naszym obowiązkiem, natomiast wszelkim pozostałym, które nie zgadzają się z kobiecym imperatywem, zostały przypięte łatki „patriarchalnych”, „mizoginistycznych” czy sankcjonujących „męskie uprzywilejowanie”.

W ostateczności opisywana konwencja utrzymuje betę w stanie ciągłej pogoni za własnym ogonem. Głupcy są uczeni przez całe życie, że męskość płynąca w ich żyłach jest klątwą (zob. patriarchat) i paradoksalnie nakazuje się im dorosnąć do standardów sprzyjających imperatywowi. Nie dziwi więc fakt, że połowa mężczyzn zachodniego kręgu cywilizacji wierzy, że kobiety rządzą światem (męska bezsilność). W tym samym czasie możemy zaobserwować plucie jadem, którym próbuje się zgasić „pełzający patriarchat” oraz objawy sentymentu do niego, co implikuje kobiecą bezsilność.

Rollo Tomassi, Mężczyzna Racjonalny

Niekończący się wysiłek kobiecego imperatywu, żeby usunąć rozróżnienie pomiędzy przydatną męskością a niebezpieczną męskością nie jest czymś, co dla feministek ma znaczenie. Cała męskość, każda z jej cech, korzystna lub szkodliwa, uważana jest za problem (artykuł z independent.co.uk):

To, że problemem może być po prostu męskość, jasna i oczywista, nie jest czymś, co chętni jesteśmy przyznać. Mimo tego, że możemy być gotowi do dokonania małej strukturalnej analizy sytuacji tak, jest coś w mężczyznach i sposobie, w który są uwarunkowani, który prowadzi nas do tego miejsca jesteśmy niechętni do poczynienia ostatecznych wniosków. Męskość nie zabija ludzi; są temu winne tajemnicze toksyny.

[…] Odejmijmy jednak tak zwane toksyczne aspekty męskości: agresję, przemoc, nienawiść, broń, a co nam pozostanie? Siła, wytrwałość, lesiście pachnące perfumy, upodobanie niebieskiego koloru? Z pewnością nic co nie musi być związane z mężczyznami i męskością. Oto są proste indywidualne wartości. Jedynym powodem przemawiającym za tym, żeby uznać je za „męskie”, jest przetrwanie społecznej hierarchii, która powinna zostać zniszczona.

[…] Co może być tak strasznego w świecie, w którym chłopcy traktowani są nie inaczej niż dziewczynki od dnia, w którym zostali urodzeni? W którym nie kodyfikuje się różnicy między różowym a niebieskim? W którym męski gniew i agresja są uznane w każdym calu za dziwaczne i nienaturalne jako kobiece?

Problemem, z którym się mierzymy, nie jest toksyczna męskość; lecz to, że męskość jest toksyczna. To jest najwyższy czas, w który musimy zakwestionować nawet jej najsubtelniejsze przejawy.

Glosswitch, Independent

Oto narracja przyszłości. Nie będzie różnicy pomiędzy mizoginią i męskością. To czego autor, prawdopodobnie umyślnie nie chce wskazać, jest to, że męskość i wszelkie związane z nią sposoby myślenia i nasze zachowania, które wyrażają biologiczną stronę naszej natury, nie są czymś, co może być nam odjęte bez zabijania nas lub zniszczenia tego, czemu wyewoluowaliśmy. Nie ma żadnego prawdziwie pozytywnego lub negatywnego aspektu męskości, tak jak nie ma pozytywnych ani negatywnych aspektów hipergamii. One po prostu są, a to, co czyni je korzystnymi lub szkodliwymi zależy od kontekstu, w którym zostaną zastosowane. Może się wydawać dziwne, że padło to z ust autora książki o tytule Pozytywna Męskość, należy jednak zrozumieć, że to, co jest pozytywne w męskości, staje się takie ze względu na okoliczności.

W świecie stworzonym na obraz żeńskiego imperatywu męskość sama w sobie jest potwornym złem, dopóki nie zachodzi potrzeba ratowania kobiety od powodzi.konwencjonalna męskość powódź kobieta mężczyzna

Sam widzisz, tak dalece jak imperatyw chciałby wykorzenić słowo „mężczyzna” z naszego języka, nasza świadomość kulturowa wie, że mężczyzna zawsze będzie potrzebny niezależnie od nienawiści skierowanej przeciwko męskości. Feministycznie ukierunkowane społeczeństwo chce zdefiniować nas w inny sposób, coś niezbyt wyjątkowego jak „męski osobnik człowieka”. Jednak konwencjonalna, rozwinięta, męska siła i determinacja będzie zawsze towarzyszyła mężczyznom, którzy nieugięcie będą ją okazywali bez żadnego namysłu.

W moim wywiadzie razem z Craigiem Jamesem dyskutowaliśmy nad męską zdolnością do myślenia wyższego rzędu i jej zastosowaniem oraz nad naszą istotną zwierzęcą naturą. Nie możesz oddzielić jednego od drugiego. Jednak to, co żeński imperatyw chciałby uzyskać od mężczyzn, jest jednostronnie kontrolowaną przez kobiety męskość skupioną na korzyści własnej, która zabezpiecza je przed najgorszymi konsekwencjami zarówno środowiska jak i własnych niewłaściwych decyzji, jednocześnie ulatniająca się, gdy okazuje się nieprzydatna. Mimo to słyszy się, jak kobiety narzekają na brak prawdziwych mężczyzn i zanik prawdziwie twardych charakterów […]

Tak jak powiedziałem Craigowi, kiedy znajduję się na siłowni przy stojaku do przysiadów, jestem szczęśliwy, że czuję w sobie dziką, zwierzęcą naturę. To jest część ludzkiej ewolucji, która pozwala na przetrwanie. Nie sugeruję w tym artykule, że mężczyźni wyginą; twierdzę wręcz przeciwnie, że pozwoli to na sformułowanie nowej konwencjonalnej męskości, która w dużej mierze zostanie zdeterminowana przez to, jak będziemy dawać jej wyraz w świecie nastrojonym przeciwko rodowi męskiemu. W kulturze równouprawnienia, w której wszystko wydaje się niezapisaną kartą, nie dostrzega się, że nie da się oddzielić zwierzęcej natury człowieka od usposobienia wyższego rzędu. Ludzie nie chcą zaakceptować, że potrzebujemy dwóch aspektów naszego istnienia oraz że odnosimy z nich korzyści równie często, jak przez nie cierpimy.

Rollo Tomassi, 9 października 2017

Mężczyzna racjonalny

Czy jesteś wystarczająco pewny siebie, żeby jak prawdziwy mężczyzna przyjąć odtrącenie na klatę, uśmiechnąć się nonszalancko i wrócić po więcej?
Czy może uciekniesz, odcinając się od reszty świata za wygodnym buforem?
Przekonaj się!
Dodał |2018-09-12T13:50:39+00:002018/08/08|Kategoria: Filozofia|Tagi: , , , |

O autorze:

Wierzę, że prawdziwą drogą do prawdy jest wolność. Uważam, że piękno jest obiektywne. Cenię sobie uczciwość ponad emocje.

ZNIŻKA 5%

Kod kuponu: MR5

Sprawdź naszą jakość już dziś i zostań Mężczyzną racjonalnym!
PRZEDŹ DO SKLEPU
* Z Kuponu można korzystać wraz z innymi promocjami!
close-link