Zwykle nie śledzę, nie próbuję nawet analizować lub odnosić się do tego, co pisze Feminiskra, ale tym razem zrobię wyjątek, bo doskonale widać, gdzie leży problem z podejściem feministek do kwestii inceli.

Ta Otyła Kapibara napisał fajny tekst na ten temat, gdzie pochylił się nad tą problematyką. Zwrócił uwagę, że rośnie liczba osób, które nie uprawiają seksu w wieku dorosłym i obecnie wynosi prawie 30% (dane z USA). To spotkało się z chorobliwie emocjonalną, pełną mało merytorycznych argumentów reakcją Feminiskry, która wylała przez klawiaturę całą masę słów, która niestety ma mało treści, dlatego też nie będę odnosił się do całości, tylko do clue jej wypowiedzi.
 

 
 
Otóż twierdzi ona, że incele są sami sobie winni, ponieważ są zgniłym produktem „patriarchalnych” oczekiwań względem kobiet, oraz że nie mogą znaleźć partnerki przez swoją nienawiść do kobiet (🙂) i jakby byli dla nich milsi, to na pewno by znaleźli (🙂🙂)
 
Jeszcze napisała coś, że rewolucja seksualna to największe osiągnięcie ludzkości, ponieważ kobiety w końcu mogły zaznać orgazmu (XD). Cóż… widać jakie życiowe priorytety ma Feminiskra.
 
Nie będę lał wody, bo to nie ma sensu. Postaram się skomentować całą jej długą (bo aż na cztery screeny) wypowiedź jak najkrócej się da.
 
Incele rzeczywiście są ubocznym produktem obecnego systemu społecznego. Ale jeśli zwrócimy uwagę na statystyki, to okaże się, że problem z samotnością młodych mężczyzn zaczął się dekadę temu. Nawet laik wie, że rewolucja seksualna miała miejsce w latach 60-tych, gdy powstała pigułka antykoncepcyjna, a jej moment szczytowy to 1968 rok. Jeśli dobrze liczę, to mamy ponad 40 lat różnicy między kulminacją rewolucji seksualnej a powstaniem problemu inceli.
 
Druga kwestia to seks. W dzisiejszych czasach bardzo łatwo go dostać. Wystarczy wejść na portale typu Roksa lub pójść do jednej z wielu agencji towarzyskich. Przecież same feministki promują tzw. sex-working. Ale problem z incelami leży gdzieś indziej. Oni nie pragną seksu. Pragną uczucia. Chcą kochać i być kochanymi. Ich zgorzknienie i nienawiść do kobiet to efekt lat bycia odrzucanym. Kobiety nie zrozumieją, jaki to problem, by nawiązać relację z kobietami, gdy jest się mężczyzną. To nie jest tak, jak w przypadku młodych dziewczyn, że przychodzi kilkunastu absztyfikantów i można wybierać i przebierać. Mężczyźni muszą dojrzeć do nawiązywania intymnych relacji z kobietami, muszą się tego po prostu nauczyć. Przy kilkunastu, kilkudziesięciu nieudanych próbach można naprawdę się zniechęcić, a w dodatku jeśli ktoś ocenia twoją wartość na podstawie powodzenia u płci przeciwnej, łatwo popaść w depresję i poczucie beznadziei. I nie, to nie znaczy, że każdy ma prawo do seksu. Po prostu wystarczy odrobina tej mitycznej empatii, o której feministki ciągle mówią, że nam brakuje w stosunku do kobiet.
 „Więc jak można winić rewolucję seksualną? Skoro w zasadzie wszystko na plus? Aaa, no bo ONE uprawiają seks z mężczyznami, którzy je szanują. Ale nie ‚kwiatki-i-plaszcz-na-kalużę-szanujo’.”
Bardzo mnie to rozbawiło, dlatego postanowiłem zacytować ten fragment. Wszelkie analizy portali randkowych wskazują na istnienie zasady Pareta w doborze partnerów u obu płci (80% kobiet stara się o 20% mężczyzn i odwrotnie). Przynajmniej jeśli chodzi o wspomniane portale, takie jak OK Cupid czy Tinder. Co więcej, wiele było eksperymentów, w których facet podszywał się pod bardzo przystojnego mężczyznę, wysyłał obrzydliwe wiadomości, obrażał i poniżał kobietę, a i tak dostawał od niej zainteresowanie i numer telefonu. Przykład.  
 
Moje lata obserwacji związków i relacji z ludźmi też są zupełnie inne – mili goście mają powodzenie, owszem, ale tylko jeśli są przystojni. Natomiast mężczyźni, którzy mili nie są, często nawet będąc przeciętni, potrafili mieć kobiety, które są nimi absolutnie zachwycone. Oczywiście nie mówię tutaj o tzw. „fake nice guy”, którzy udają miłych, by uprawiać seks. Ta taktyka nie działa i nie ma prawa działać. Jest pochodną wychowania w niebieskiej pigułce, wedle którego wystarczy być miłym i sympatycznym dla dziewczyn, a nawet największa „dżaga” rzuci tego złego (najlepiej gangstera) dla ciebie. Czyż nie o tym był film „Maska”? Albo multum innych amerykańskich komedii, których akcja działa się w szkole średniej?
 

 

Każde z tych dzieł lat 90-tych dawało złudny obraz tego, jak wygląda rzeczywistość. I tu płynnie przechodzimy do wypowiedzi Feminiskry o tym, że incele to produkt uboczny patriarchalnego wychowania. Nie! Incele to produkt uboczny pokolenia „Johnny’ego Bravo”, który wmawiał młodym chłopcom, że wystarczy być miłym i uprzejmym, a każda dziewczyna będzie cię pragnąć. Całemu pokoleniu mężczyzn sprzedano bardzo brzydkie kłamstwo. Brutalne zderzenie z rzeczywistością przyniosło rozczarowanie i depresję.
 
Czy bajka o tym, że kobiety należy szanować, być miłym dla nich i uprzejmym jest wychowaniem „patriarchalnym”? Zresztą jeden odcinek, jak Johnny zamienił się w kobietę, idealnie oddawał intencje twórców serialu – chcieli oni zrobić z chłopców potulne owieczki, które będą grać według zasad, które narzucają im kobiety. Jak widać ten model nie dał oczekiwanych rezultatów, a jego efektem jest rosnąca liczba mężczyzn, którzy nie potrafią stworzyć jakiejkolwiek relacji z kobietą.
 
Nieco półżartem, ale uważam, że Ta Otyła Kapibara jest trochę jak papież Leon XIII, który zauważył problem rodzącego się marksizmu wśród robotników i klas najniższej sytuowanych, dlatego zapoczątkował Katolicką Naukę Społeczną. Kapibara zauważył problem incelizmu, ale obawiam się, że nie ma takiego autorytetu, żeby zmusić mainstreamowe media do rozmowy na ten temat. Bo niestety wyobrażenie ludzi na temat inceli jest w głównej mierze kreowane przez lewicowo-liberalne media, media konserwatywne mają ich w gdzieś (w wyjątkowo arogancki sposób temat zlał Ben Shapiro, który choć w swojej wypowiedzi miał wiele racji, to ewidentnie nie rozumie istoty problemu inceli), zatem potrzebny jest ktoś trzeci, kto zaproponuje jakieś skuteczne rozwiązania społeczne i będzie miał siłę autorytetu oraz posłuch wśród opinii publicznej, żeby wskazać na genezę problemu i rozwiązania. Być może taką osobą mógłby być Jordan Peterson?
 
Jeśli chodzi o genezę problemu, to już wielokrotnie pisałem na ten temat, ale powtórzę jeszcze raz moją opinię na ten temat. Problem leży po pierwsze w braku ojca. I to nie chodzi nawet o to, że fizycznie go nie ma. W wielu polskich (i nie tylko polskich) domach ojciec jest, natomiast jest on nieobecny przy wychowaniu. Z różnych powodów oczywiście, nie zawsze jest to jego zła wola, często jest to poświęcanie się pracy zawodowej, by zapewnić byt rodzinie. Często to jest alienacja rodzicielska. Natomiast mimo wszystko trzeba walczyć o swoje dzieci, bo jak widać, ojciec jest potrzebny dziecku jak powietrze. Bez ojca nie ma i nie będzie normalnego domu, nie będzie prawidłowego wychowania dziecka i nie będzie też niezbędnych wzorców zachowań. 
 

 

Druga sprawa, to negatywne skutki rewolucji seksualnej. Oczywiście każdy ma swoje opinie na temat rewolucji seksualnej, ale nie da się ukryć, że niezależnie jak o niej myślimy, to jak każda rewolucja przyniosła ona pewne negatywne skutki. Tym skutkiem np. jest problem nietrwałych relacji intymnych oraz atomizacja rodziny. To właśnie jest często źródłem problemów z socjalizacją młodych mężczyzn do życia w społeczeństwie.
 

 

Ostatnim problemem jest rosnąca nierówność mężczyzn w stosunku do kobiet. Nie chodzi o równość w sensie prawa czy coś w tym rodzaju. Chodzi o to, by balans między liczbą kobiet i mężczyzn w wieku rozrodczym był mniej więcej na tym samym poziomie. Biologicznie zawsze rodzi się 105 mężczyzn na 100 kobiet. Czasy pokoju sprawiły, że mamy nadmiar mężczyzn w wieku 15-45 lat. Żeby nie zaogniać sytuacji, a wręcz ją poprawić, należy przyjmować imigrantów z zachowaniem parytetu płci (tak samo jak robi Kanada), a nawet powiedziałbym, że należałoby przyjmować nieznacznie wyższą liczbę kobiet. To rozwiązanie chociaż częściowo rozwiązałoby problem, choć z pewnością daleko mu do ideału.

 

 
Co do Feminiskry widać tutaj jej ginocentryczne podejście do tematu. Ok, wiemy, że kobiety cierpią, że są gwałcone, bite w domu etc. etc. Ja tego nie neguje, nigdy nie negowałem, nawet nie bagatelizowałem. Potrafię spojrzeć obiektywnie na rzeczywistość, w której żyjemy. Z tym, że mam wrażenie, że Feminiskra kieruje się myśleniem w stylu podmiotu lirycznego w piosence Kazika „Twój ból jest lepszy niż mój”. To moje problemy są na piedestale, to problemami kobiet powinni wyłącznie zajmować się rządzący i organizacje społeczne, a mężczyźni niech zamkną mordę i robią to, co im każemy, niech udają, że nie mają problemów. A potem dziwmy się, że dochodzi do zamachów terrorystycznych, które są organizowane przez ludzi doprowadzonych do skrajności. Ich ból też został zlany ciepłym moczem. A potem z tego powodu giną niewinni ludzie.
ŚWIAT SIĘ ZMIENIA i albo jesteś częścią zmiany albo zostajesz sam, w tyle.
Przesłanie jest proste. Albo jesteś z nami, albo przeciw nam. Nie ma miejsca na twoje problemy, twoje smutki i żale. Jestem tylko ja i inne kobiety (też tylko te, które popierają feminizm, reszta to wroginie patriarchatu, która szukają „bolca”). I tylko my się liczymy.
 

 

Zaiste płytkie myślenie ze strony osoby, która odmienia słowo „empatia” przez wszystkie przypadki. Widocznie, tak jak wspomniałem, jej ból jest lepszy niż twój. 

Mężczyzna racjonalny

Czy jesteś wystarczająco pewny siebie, żeby jak prawdziwy mężczyzna przyjąć odtrącenie na klatę, uśmiechnąć się nonszalancko i wrócić po więcej?
Czy może uciekniesz, odcinając się od reszty świata za wygodnym buforem?
Przekonaj się!