Ostatnio Szymon z kanału „Wojna Idei” postanowił wykazać szkodliwość wojny płci na przykładzie feminizmu i ideologii redpill. O ile w pierwszym przypadku miał wiele racji, tak totalnie zaburzył ten obraz, ukazując redpillowców jako jego lustrzane odbicie. Dlaczego się myli? Postaram się wyjaśnić. 

Symetryzm „Wojny Idei”

Na wstępie chciałbym podkreślić, że bardzo cenię materiały robione przez Szymona. Często są to materiały o dużej wartości merytorycznej, okraszone interesującymi badaniami, będące spójne logicznie i konsekwentne. Często te badania i wypowiedzi przetłumaczone przez autora kanału „Wojna Idei” w istotnym stopniu przyczyniły się do tworzonych przeze mnie wpisów na blogu. 

Jednak coś się zmieniło, odkąd kanał został usunięty z Youtube. Szymon początkowo zapierał się, że to był przypadek, że to nie jest żadna cenzura represyjna. Jednak gdy kanał po ok. miesiącu wrócił, utraciwszy kilka wartościowych nagrań, widać, że coś zmieniło się w prowadzeniu narracji przez autora kanału. Niestety filmy stały się hołubieniem „prawdopośrodkizmu”. Szymon stara się ukazywać siebie w roli sędziego, bezstronnego mędrca, który staje ponad konfliktem, jego zdaniem głupim i niepotrzebnym. Tak też było w przypadku materiału, który chcialbym skomentować. 

Jego tytuł to „Feminizm, Red Pill i wojna płci”. Łatwo domyślić się, że głównym tematem są ruchy feministyczne i ruchy maskulinistyczne. Zostały one przedstawione przez Szymona jako dwa przeciwstawne obozy. W mojej ocenie niesłusznie. Poniżej cały materiał.

Feminizm a wojna płci

Na wstępie materiału autor zwrócił się przeciwko feminizmowi, chcąc odnieść się do koncepcji wojny płci. Bardzo słusznie piętnuje on ruch feministyczny, zwłaszcza w jego współczesnym, skrajnym wydaniu. Jednak niepotrzebnie stara się dowieść, że ruch feministyczny kiedyś różnił się od tego, co mamy współcześnie. Sufrażystki wcale nie były takie sympatyczne i pełne wzniosłych ideałów, tak jak się je współcześnie przedstawia. Dokonywały one zamachów bombowych, niszczyły mienie, atakowały polityków fizycznie (jedną z ofiar sufrażystek padł Winston Churchill, jeszcze jako szeregowy polityk Partii Konserwatywnej). O agresywnych działaniach sufrażystek pisałem we wpisie o feministycznym terroryzmie. 

Co do samej idei powszechnego prawa wyborczego, to warto pamiętać, że w większości przypadków mężczyźni i kobiety otrzymali powszechne prawo wyborcze równocześnie, lub różnica nie była większa niż 10 lat. Tak naprawdę do XIX wieku czynne prawo wyborcze posiadała zaledwie garstka elity. Sufrażystki również nie walczyły o prawo do głosowania dla robotnic, czy chłopek. Był to ruch reprezentowany przez kobiety z klasy średniej i wyższej. Zatem nie da się ukryć, że był to ruch elitarny, nie zaś egalitarny.

Poniżej mapa pokazująca ustanowienie powszechnego prawa wyborczego dla mężczyzn i kobiet. 

(Nie)symetryczny Red Pill

Następnie Szymon postarał się przedstawić ruch Red Pill, jako lustrzane odbicie feminizmu. I tutaj niestety zaczął się robić problem, bo wydaje się, że autor „Wojny Idei” kompletnie nie zapoznał się z tym ruchem. 

Jego zdaniem Red Pill to ruch, który uważa, że to mężczyźni są grupą uciskaną w społeczeństwie, a jego cel to uświadomienie, że mężczyźni padają ofiarą ekonomicznego i emocjonalnego wyzysku. Po części jest to prawda, ale różnica jest taka, że problem przedstawiany przez środowisko Red Pill jest zdecydowanie bardziej skomplikowany, a skrócenie tego do tak jednoznacznej definicji, jest błędem poznawczym.

Szymon wziął cytat ze strony, którą myślę, że paru moich czytelników kojarzy, a mianowicie „Systemowa Świadomość Związków”. Jest to klasyczny Red Pill, który bardziej skupia się na relacjach damsko-męskich. Ten cytat brzmi tak:

„Obie płcie według The Red Pill mają inne strategie reprodukcyjne (nawet jeśli do reprodukcji nie dochodzi), więc jeśli jedna płeć chce sukcesów i władzy, to druga w niektórych sferach musi zostać ograniczona”

Wygląda to nieprzyjemnie, jak wyzwanie do ograniczania praw kobiet. Ale tylko, jeśli oprzemy się na tym wyciętym cytacie, tak jak Szymon. Tymczasem ewidentnie jest to cytat wyrwany z kontekstu. Zachęcam do zapoznania się z całym tekstem. 

Wynika z niego, że autor „Świadomości…” po prostu uważa, że nasze role społeczne są determinowane przez naszą płeć, a nie zaś odwrotnie, jak sądzą genderyści i feministki. Rzeczywiście potrzeba dominacji i władzy jest domeną mężczyzn i jest determinowana przez testosteron. Z kolei kobiety szukają częściej takich mężczyzn na partnerów niż tych uległych i wycofanych. Jest to totalnie sprzeczne z tym, co głosi feminizm. Jest to wręcz, powiedziałbym, reakcjonizm i wezwanie do powrotu do naturalnych ról płciowych. Gdzie tutaj zatem lustrzane odbicie feminizmu? Lustrzane odbicie byłoby wówczas, gdyby autor twierdził, że matriarchat nas uciska i należy dążyć do równości. Tymczasem tutaj jest twierdzenie, że równość absolutna nie jest możliwa do osiągnięcia, ze względu na różnice biologiczne.

Oczywiście takie radykalne stwierdzenie może spotkać się z oburzeniem i głosami krytyki, ale nie jest to w mojej ocenie pogląd, który przejawiałby jakąś nienawiść w stosunku do kobiet. Przez mój fanpage, co żałuję, niestety przewinęło się kilka osób, które ewidentnie nienawidzą kobiet. Zdecydowanie autor „Świadomości…” do nich nie należy. Swoje poglądy i przekonania wykłada w sposób jasny, nie obrażając nikogo, jedynie mówiąc o faktach. Można się z nim nie zgadzać, przedstawić swój punkt widzenia, ale jest to zdecydowanie dalekie od tego, co głoszą skrajne feministki, zarówno jeśli chodzi o formę, jak i o treść (w sensie jako symetria).

Ten „zły” MGTOW

Najbardziej jednak spłycono kwestię filozofii MGTOW. Celowo mówię o filozofii, a nie ruchu, bo jest to raczej rodzaj filozofii życia. Szymon tutaj ograniczył się do pobieżnego przedstawienia kilku wyrywkowo wziętych postulatów, nie zaś całego ruchu. Wszedłem w link, który zamieścił. Wiecie co to były za postulaty? To były jedynie propozycje postulatów przedstawiane przez pojedynczych użytkowników tego forum. Nie zaś zbiór uniwersalnych zasad tej filozofii.

A czym w ogóle jest MGTOW? To ruch, który zakłada wycofanie się mężczyzn z udziału w spełnianiu oczekiwań społecznych. Naturalną ścieżką ludzi jest schemat -> szkoła-uczelnia-praca-małżeństwo-dzieci-emerytura. Ponieważ jednak sądy rodzinne i system krzywdzi mężczyzn, postanowili oni nie wchodzić w ten schemat, unikając w ten sposób rozczarowań. O tym, że tak się dzieje, jest wiele różnego rodzaju świadectw, statystyk i przykładów. Myślę, że autor kanału „Wojna Idei” zadaje sobie z nich sprawę. Na pewno chociaż oglądał film „Tato”. Został on nakręcony na podstawie prawdziwych historii ojców zmagających się ze stronniczymi sądami rodzinnymi.

MGTOW to raczej rodzaj buntu niż lustrzane odbicie feminizmu. Nie jest to filozofia opierająca się stricte na nienawiści do kobiet, chociaż niestety przyciąga wielu mężczyzn, którzy są niestety zwyczajnymi mizoginami. Jednak w wersji łagodnej jest koncepcja polegająca na skupieniu się na własnym rozwoju, czerpanie szczęścia z innych źródeł niż związki i nietraktowanie ich jako życiowego priorytetu. Trudno więc w tym wypadku powiedzieć, żeby to była filozofia, która z definicji zakłada nienawiść czy niechęć do kobiet. To, jak jest interpretowana, zależy od samego odbiorcy. Inaczej niż w przypadku feminizmu, który ma dość sztywno wyznaczone ramy ideologiczne, które jednak są dość szerokie.

Kolektywizm a maskulinizm

Teza na podstawie tego wybiórczego researchu miała być taka, że zarówno feministki, jak i redpillowcy stosują rodzaj kolektywnego myślenia, podobnego do tego, jaki występuje w przypadku ruchów marksistowskich. Powiem szczerze, że trzeba wykonać naprawdę efektownego, intelektualnego fikołka, żeby uznać ruchy męskie za jakkolwiek podobne do koncepcji marksistowskiej. Tożsamość zbiorowa nie zaczęła się od napisania Manifestu Komunistycznego. Istniała dużo wcześniej. Owszem, Marks ją rozwinął, dzieląc ludzi na klasy, ale jeśli zajrzymy w głąb historii, zobaczymy, że podziały na grupy istniał zawsze. Począwszy od plemion. To jest to, o czym pisał Jack Donovan w „Drodze Mężczyzn”. Ludzie organizowali się wokół plemion i z czasem wykształcali własną kulturę, język, zwyczaje. To właśnie różniło ich od innych plemion, właśnie ten kod kulturowy. Nawet w plemieniu każdy miał inne role – inne role miały dzieci, inne kobiety, inne starcy, a inne mężczyźni. Nawet wśród danej płci był podział na zadania. Jedyni mężczyźni byli łowczymi, a inni tropicielami. Poza tym, że jesteśmy indywidualnościami, jesteśmy też członkami różnych grup. Ja jestem mężczyzną, ale też Polakiem, Warszawiakiem, Europejczykiem. Tożsamość grupowa może występować na różnych poziomach, nie tylko na poziomie klasowym.

Szymon uznaje rodzinę za najważniejszy poziom podziału grupowego. Nie da się ukryć, że rodzina rzeczywiście jest podstawową komórką społeczną, jednak żeby powstała, najpierw musi minąć etap relacji i związków. To na tym przede wszystkim skupia się ideologia Red Pill. Niestety problem polega na tym, że nikt nie zakłada wojny płci, aż do momentu, gdy nie dochodzi do rozstania i rozwodu. Wówczas to sala sądowa staje się istnym poligonem w tej walce. Jak myślicie, kto pierwszy uczynił z sądu miejsce wzajemnego rzucania się odchodami? Kto lobbuje, żeby wprowadzić natychmiastową izolację sprawcy przemocy domowej bez dowodów? Kto walczy z ludźmi przeciwdziałającymi alienacji rodzicielskiej?

Red Pill i MGTOW są tylko odpowiedzią na zastaną niesprawiedliwość. Być może niepotrzebnie czasem generalizujące, być może często stawiające siebie w roli wiecznych ofiar, ale jednak nigdy by nie doszło do tego, gdyby nie feminizm i pojmowanie świata na podstawie doświadczeń i emocji wyłącznie jednej płci.  W ciągu 30 lat najnowszej historii Polski wprowadzono tylko dwa przepisy na korzyść mężczyzn – 2-tygodnie urlopu rodzicielskiego i możliwość opieki naprzemiennej. Dwa przepisy na kilkaset przepisów, które dostały kobiety. Abstrahuję już od narracji antymęskiej w mainstreamowych mediach, o powszechnej pogardzie dla mężczyzn, o walce z „toksyczną męskością”, o postępującym odbieraniu podmiotowości mężczyznom w życiu społecznym.

Oczywiście nie jest tak, że to mężczyźni są tymi wyłącznie pokrzywdzonymi na świecie, a kobiety mają raj. Kobiety często spotykają się z pogardą, traktowaniem z wyższością przez mężczyzn lub inne kobiety. Ale tutaj, używając lewicowej terminologii, mamy do czynienia z dyskryminacją indywidualną, czyli taką, która zachodzi na płaszczyźnie nieformalnej. W przypadku mężczyzn mamy problem z dyskryminacją systemową, tudzież strukturalną. Dyskryminacja ta jest głęboko osadzona w systemie prawnym i instytucjonalnym. Dlatego zatem poczucie krzywdy jest uzasadnione. Zwłaszcza, że istnieje szeroki ruch feministyczny, który nie tylko neguje dyskryminację strukturalną mężczyzn, usprawiedliwiając poszczególne przykłady dyskryminacji wobec mężczyzn, ale też domaga się ich jeszcze jej pogłębienia w imię walki z „patriarchatem”. 

Szkodliwy „prawdopośrodkizm”

Niestety stosowany symetryzm w przypadku Symona jest nie tylko w moim odczuciu nieuprawniony, ale też zwyczajnie szkodliwy. Szkodliwy dla ruchu Red Pill, któremu często przypina się łatkę analogicznego do feminizmu. Jestem zdystansowny do niektórych ludzi lub stwierdzeń redpillersów, jednak nietrudno odmówić mu racji w wielu kwestiach. Racji, które niestety nie są w stanie ujrzeć światła dziennego, ponieważ robi im się złą prasę, przypinając łatkę oszołomów i mizoginów. Tymczasem w przypadku feminizmu często pada argument, że jest to ruch niejednolity. Być może tak, ale jeśli mówimy o feminizmie, że jest niejednolity, to tym bardziej o ruchu Red Pill. Spektrum poglądów i przekonań wygłaszanych przez ludzi z nim związanych jest tak szerokie, że zawężenie go do kilku wypowiedzi z jakiegoś forum sprzed 6 lat, jest przykładem bardzo niesprawiedliwego cherry pickingu, świadomego lub nie.

Niestety w mojej ocenie kanał znacznie obniżył loty. Kiedyś rzeczywiście podpierał się licznymi badaniami, żeby wykazać jakąś tezę. Na chwilę obecną niestety materiały są robione bardzo ogólnikowo, w których to autor stara się stosować „prawdopośrodkizm”. Oczywiście ma do tego prawo, ja też nie w każdym sporze ideologicznym zajmuję konkretne stanowisko, jednak w tym wypadku warto w obiektywny sposób ukazać wszelkie wady i zalety danej ideologii, posiłkować się analogicznymi przykładami, a nie wyrwanymi z kontekstu tekstami i na jego podstawie tworzyć obraz danego ruchu. Zestawienie ze sobą wypowiedzi szwedzkiej feministki, która twierdzi, że wszyscy mężczyźni są gwałcicielami i jakiegoś tekstu z forum MGTOW nie jest właściwą analogią. Powinien w tej sytuacji użyć wypowiedzi jakiegoś autorytetu tego ruchu lub chociaż popularnego jutubera, który ma kanał o tej tematyce. Nie zrobił jednak tego, co skutkowało błędem poznawczym.

Mam nadzieję, że Szymon z kanału „Wojna Idei” dostrzeże mój tekst i odniesie się do niego. I mam też nadzieję, że nie potraktuje tego jako ataku na swoją osobę, bo chcę, żeby wiedział, że bardzo doceniam jego twórczość i nadal ją cenię, mimo że ostatnio publikowane przez niego filmy nie są na tym samym poziomie, co wcześniej. Was zachęcam również do zabrania głosu w dyskusji i własnego, krytycznego spojrzenia na film, jak i moją polemikę.

Mężczyzna racjonalny

Czy jesteś wystarczająco pewny siebie, żeby jak prawdziwy mężczyzna przyjąć odtrącenie na klatę, uśmiechnąć się nonszalancko i wrócić po więcej?
Czy może uciekniesz, odcinając się od reszty świata za wygodnym buforem?
Przekonaj się!