Umysł ludzki choruje na złudzenia. By odzyskać zdrowie, potrzebujemy trafnej diagnozy i skutecznego leczenia. Francis Bacon był jednym z „chirurgów”, którzy wiedzieli, jak usuwać złudzenia z ludzkiego umysłu.

Złudzenie jako choroba umysłu

Na początku pozwolę sobie na postawienie pewnej tezy, a mianowicie takiej, że złudzenie możemy potraktować jako chorobę umysłu.

Zacznijmy od definicji zdrowia. Zdrowie to stan prawidłowego funkcjonowania organizmu, gdzie wszystkie procesy, zarówno fizyczne, jak i psychiczne, przebiegają bez utrudnień i zakłóceń. Każde odstępstwo od prawidłowego funkcjonowania ciała lub umysłu nazywamy chorobą.

W cyklu pt. „Bożyszcza rozumu” rozmawiamy o postrzeganiu świata przez nasz umysł, zatem warto zastanowić się, czym jest zdrowy rozum. Zdrowy rozum to taki, który jest zdolny do wysnuwania logicznych wniosków na podstawie prawidłowo ocenionych faktów. Innymi słowy, zdrowy rozum postrzega świat takim, jakim on rzeczywiście jest. Jakiekolwiek odchylenie od prawidłowego rozumienia prawdy, czyli złudzenie, można zatem w pewnym sensie nazwać chorobą. Nasz umysł choruje na złudzenia.

Jak doskonale wiemy, ludzie różnią się od siebie poglądami na świat. Dwie osoby, oceniając identyczną sytuację, będą ją widzieć zupełnie inaczej. Powodem takiego stanu rzeczy jest fakt, że przynajmniej jedna z tych osób ulega mniejszym lub większym złudzeniom.

„Patrzeć” a „obserwować”

Mam wrażenie, że większość ludzi na świat patrzy”. Otwiera zmysł wzroku, słuchu, dotyku, smaku i powonienia, pozwala bodźcom wpłynąć do mózgu, a ten z kolei ulega tzw. pierwszemu wrażeniu” i na tej podstawie buduje pogląd na rzeczywistość. Jeżeli temu patrzeniu” towarzyszą dodatkowo silne emocje, mamy gotowy przepis na zaburzoną wizję otaczającego nas świata.

Czym innym jest obserwacja”. Z obserwacją mamy do czynienia wtedy, kiedy patrzenie” odbywa się w skupieniu i towarzyszy mu rozważanie”, czyli ocena tego, co widzimy. Wiele współczesnych problemów, jakie występują między ludźmi, zniknęłoby jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, gdybyśmy zamiast na świat patrzeć”, zaczęli go obserwować”. O ile lepsza byłaby komunikacja międzyludzka, gdybyśmy na przykład zaczęli wnikliwie czytać artykuły w internecie, zamiast budować swoje poglądy na podstawie jedynie samych nagłówków i streszczeń?

Pierwotne społeczeństwa głównie patrzyły” na świat. Weźmy za przykład bieg słońca po niebie. Starożytny człowiek wysnuwał prosty wniosek: słońce jest świetlistą kulą, która o poranku wychodzi zza widnokręgu, biegnie po niebie, a następnie chowa się po drugiej stronie nieba, by potem wędrować pod ziemią i pojawić się ponownie na niebie następnego dnia. Takie są efekty prostego patrzenia”.

To dopiero obserwacja” doprowadziła do zgoła innych wniosków co do natury ruchu słońca. Do tego jednak potrzebne było wypracowanie tzw. metody naukowej, czyli zbioru narzędzi, które mogły pomóc w rzetelnej ocenie tego, co postrzegamy.

Teoria złudzeń Francisa Bacona

Jednym z pierwszych uczonych głoszących współczesną metodę naukową oceny zjawisk był żyjący na przełomie XVI i XVII wieku angielski filozof — sir Francis Bacon. Uważał on, że aby zrozumieć zachodzące wokół nas zjawiska, musimy nie tylko wyostrzyć swoje zmysły, lecz również skonstruować aparat logiczny, który pomógłby nam właściwie ocenić to, co za pośrednictwem naszych zmysłów dociera do naszego umysłu.

Na drodze przeróżnych doświadczeń i obserwacji sir Francis Bacon stworzyć tzw. teorię złudzeń. Uważał, że nasz umysł łatwo ulega iluzjom i dopóki się z tych iluzji nie wydostaniemy, dopóty nasze poznanie wszechświata będzie jedynie raczkować.

Wyróżnił on cztery rodzaje złudzeń:

  • złudzenia plemienne — wynikające z ludzkiej natury;
  • złudzenia jaskini — czyli wszelkiego rodzaju przesądy i osobiste uprzedzenia;
  • złudzenia teatru — będące wynikiem błędnych spekulacji filozoficznych;
  • złudzenia rynku — wynikające z trudności w porozumiewaniu się między ludźmi.

Idola fori, czyli bożyszcza rynku

Na temat teorii złudzeń Francisa Bacona można rozmawiać bardzo długo. Ze względu na obszerność materiału, w tym artykule ograniczyłem się do przyjrzenia się jednemu z czterech wyróżnionych przez niego rodzajów złudzeń, a mianowicie idola fori”, czyli złudzeniom rynku”.

Nazwa jest niejednoznaczna i przez to może być myląca. Kiedy lata temu zetknąłem się z twórczością Francisa Bacona i doszedłem do jego rozważań dotyczących złudzeń rynku, moje pierwsze skojarzenie dotyczyło rynku w sensie dosłownym, czyli ekonomii. Tymczasem w ogóle nie chodzi tutaj o ekonomię. Nazwa rzeczywiście pochodzi od słowa fori”, które oznacza rynek, targowisko”. Powszechnie przyjęto nazwę złudzenia rynku”, chociaż dużo bardziej precyzyjna nazwa mogłaby brzmieć złudzenia targowiska”.

Określenie wzięło się stąd, że złudzenia tego rodzaju rodzą się w wyniku kontaktów międzyludzkich i wymiany poglądów, a najlepszym obrazem tego rodzaju relacji jest właśnie targowisko, gdzie mają miejsce: reklama, negocjacje i zawieranie umów.

Złudzenia rynku zostały opisane przez Bacona w dwóch fragmentach jego największego dzieła pt. Novum Organum”. Pozwolę sobie je poniżej przytoczyć.

„Zły i niezręczny dobór wyrazów w dziwny sposób krępuje umysł. I ani definicje, ani objaśnienia, którymi uczeni w niektórych sprawach zwykle zabezpieczają się i bronią, żadną miarą nie poprawiają stanu rzeczy. Słowa całkowicie zadają gwałt rozumowi, wszystko mącą i przywodzą ludzi do niezliczonych jałowych kontrowersji i wymysłów”

„Najwięcej kłopotu sprawiają idole rynku, które wkradły się do rozumu na skutek związku ze słowami i nazwami. Ludzie bowiem wierzą, że ich własny rozum rządzi słowami; lecz zdarza się także, że słowa swoją siłę odwracają i oddziałują na rozum”

Widzimy więc, że tego rodzaju złudzenia tworzą się w następstwie posługiwania się językiem. Słowa, których używamy, chcąc przekazać swoje myśli innym ludziom, bywają nieprecyzyjne, nieadekwatne, wieloznaczne. Wyrażana przez nas myśl dociera do adresata w postaci zniekształconej, co utrudnia nam porozumiewanie się między sobą. Najczęściej dzieje się tak z powodu naszej wrodzonej niedoskonałości. Można powiedzieć, że robimy to „niechcący”. Wtedy możemy łatwo poprawić jakość zrozumienia poprzez zastosowanie innych słów, czy poprzez uzgodnienie ich definicji. Często jednak zdarza się, że ludzie celowo posługują się manipulacją językiem w celu wprowadzenia innych w błąd.

Manipulacja znaczeniami słów jako narzędzie kreowania rzeczywistości

Najprężniej działającymi współcześnie producentami rzeczywistości” są media: telewizja, radio, internetowe portale informacyjne i społecznościowe. Nie bez powodu przecież nazywamy media czwartą władzą” (po ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej). Na świecie nie ma już chyba nawet pojedynczego człowieka, który nie byłby świadomy, że świat przedstawiany w mediach zasadniczo różni się od tego, jak wygląda on w rzeczywistości. Problem polega na tym, że często o tym zapominamy.

Jednym z głównych narzędzi, którymi posługują się owi inżynierowie społeczni” jest neosemantyzacja, czyli celowe i intencjonalne zmienianie znaczeń słów.

Jak ujął to celnie Philip K. Dick, znany powieściopisarz:

Podstawowym narzędziem do manipulowania rzeczywistością jest manipulacja słowami. Jeśli potrafisz kontrolować znaczenie słów, możesz kontrolować ludzi, którzy używają tych słów”

I to właśnie zręcznie czynią media.

Weźmy kilka przykładów słów występujących w dyskursie publicznym: lewica, prawica, nacjonalizm, faszyzm, feminizm, równouprawnienie, tolerancja, konserwatyzm, liberalizm, płeć. Każdy z tych terminów posiada określoną definicję i precyzyjne znaczenie. Przynajmniej tak jest w teorii. W praktyce wygląda to zupełnie inaczej. Media zaczęły te słowa wkładać w obce im konteksty, w związku z czym ich znaczenie albo się rozmyło, albo uległo zupełnej zmianie. W obu przypadkach cel, którym jest dezinformacja, został osiągnięty.

Dla przykładu słowo tolerować”, które jeszcze niedawno oznaczało znosić coś, ścierpieć z trudem”, teraz w świadomości wielu ludzi oznacza prawie to samo co akceptować, popierać”. Zmieniono kontekst, zmieniając w ten sposób znaczenie. Przykłady można mnożyć.

Jak bronić się przed neosemantyzacją?

Dobrą praktyką dyskusji jest ustalenie, czy używane słowa-klucze są przez obie strony rozumiane jednakowo. Kiedy w rozmowie obie strony będą używać słowa tolerancja”, przy czym jedni będą rozumieć ten termin po staremu”, a drudzy po nowemu”, rzetelna dyskusja jest właściwie niemożliwa już od samego początku. 

Drugim sposobem obrony przed neosemantyzacją jest formułowanie wypowiedzi w taki sposób, aby uniknąć używania wieloznacznych słów. Wtedy usuwamy kość niezgody”.

Trzecią metodą jest słuchanie lub czytanie czyjejś wypowiedzi tak, aby poczuć jej ogólny sens, bez skupiania się na pojedynczych słowach. Bardzo często gubimy treść, pozwalając naszemu umysłowi zafiksować” się na jakimś wyrazie lub fragmencie. Z czytaniem ze zrozumieniem” mamy dzisiaj duży problem i z pewnością poświęcę temu tematowi jeden ze swoich artykułów.

Na koniec warto pamiętać, że podstawą porozumienia jest zawsze właściwa intencja. Dzisiaj w dyskusji chodzi o to, aby przeforsować swoje racje, podczas gdy prawdziwym celem dyskusji powinno być wspólne dochodzenie do prawdy.