Właśnie zakończyły się Mistrzostwa Świata kobiet w piłce nożnej. Z tej okazji znowu wraca temat zarobków piłkarek wobec piłkarzy. Czas wyjaśnić sobie, dlaczego piłkarki zarabiają mniej od piłkarzy. Parę też słów na temat tego, jak wygląda obecna piłka nożna kobiet. 

Właśnie skończył się Mistrzostwa Świata w piłce nożnej kobiet. Mimo próby popularyzacji sport ten nie cieszy się dużym zainteresowaniem fanów futbolu. Zazwyczaj to właśnie popularność wpływa na zyski, a potem zarobki zawodników. W zasadzie jest tylko jeden kraj, gdzie piłka nożna kobiet jest popularniejsza od piłki nożnej mężczyzn. To Stany Zjednoczone. Jednak tam piłka nożna ogólnie nie cieszy się specjalną popularnością, zdecydowanie ustępując futbolowi amerykańskiemu, hokejowi czy baseballowi.

Romantyczny futbol

Piłka nożna to sport, który w znacznym stopniu się skomercjalizował. Wielu kibiców widzi w tym problem. Ja też jestem jednym z nich, gdyż uważam, że pieniądze, jakie są obecnie w futbolu, są zdecydowanie zbyt wysokie. Ten czynnik nierzadko jest demoralizujący, bo Victoria Pilzno, etatowy uczestnik faz grupowych Ligi Mistrzów i Ligi Europy płaci połowę tego, ile dostają piłkarze w Legii Warszawa. Na poziomie najwyższym zaś te kwoty są niemal kosmiczne, tak jak ponad 200 milionów euro wydane na zakup Neymara do PSG.

Kobieca piłka nożna do tej pory stała w kontrze do tego całego szaleństwa. Są to dziewczyny, które mają pasję, tak jak chłopaki grający na orlikach lub w niższych ligach. Grają, bo lubią. Jest to powrót do romantycznego futbolu z czasów, gdy piłka nożna była sportem uprawianym przez robotników po godzinach pracy. I choć żeński futbol rozwinął się, nadal widać tę radość i pasję w grze zawodniczek.

Choćby tutaj. Coś, co często zarzuca się męskim zawodnikom, że padają, jak tylko przeciwnik dotknie ich nogi. Tutaj piłkarka Barbara Latorre robi rajd przez pół boiska, zostaje po drodze skopana przez obrońcę, ale wstaje, biegnie dalej i strzela gola.

To robi wrażenie zawsze, gdy sportowiec z determinacją walczy do końca. Dlatego też lubimy ostre (ale czyste) wejścia obrońców, poświęcenie w walce o piłkę, nieodstawiania nogi. Taka twarda, męska gra zawsze budziła podziw. A obecnie częściej piłkarze wywracają się, starając się wymusić faul. Dlatego dla mnie, do tej pory, piłka nożna kobiet kojarzyła się właśnie z romantycznymi czasami futbolu. Niestety – kojarzyła do niedawna.

Cień toksycznego feminizmu pada na piłkę nożną

Nie ma takiej branży lub dziedziny życia, do której prędzej czy później nie zawitałby toksyczny feminizm. Tak było z grami komputerowymi, tak było z Formułą 1. Teraz duch toksycznego feminizmu stara się opętać piłkę nożną. Już nigdy piłkarki nie będą mi się kojarzyć z romantycznym futbolem sprzed ery komercjalizacji, które realizują w praktyce hasło #AgainstModernFootball.

Pierwszy taki zgrzyt, który zapamiętałem, nastąpił, gdy nagrodę najlepszej piłkarki dostała Ada Hegerberg, norweska zawodniczka z Olympique Lyon. Podczas gali wręczenia Ballon D’Or, prowadzący galę DJ Martin Solveig zapytał, czy zatwerkuje. Komentarz był niewątpliwie głupi, ale fala hejtu, jaka się na niego wylała, była ogromna. Ta sytuacja miała rzekomo obrazować to, jak traktuje się żeński futbol, jaka pogardą się cieszy wśród mężczyzn. W rzeczywistości Martin Solveig nie miał nic złego na myśli, sama zresztą Hegerberg nie miała mu tego za złe. 

Szczerze mówiąc, nie odebrałam tej sytuacji tak jak wszyscy, to znaczy nie potraktowałam tego serio. Miałam wtedy głowę trochę w chmurach. Wygrałam przecież Złotą Piłkę! To było dla mnie najważniejsze. Chwilę zatańczyliśmy, chciałam cieszyć się tą chwilą. Nie uważam, że stało się coś strasznego. – powiedziała piłkarka po gali wręczenia Złotej Piłki

Choć to pierwszy taki zgrzyt, jaki zapamiętałem, to w zasadzie nie można tego wydarzenia uznać za początek tego ogólnoświatowego płaczu nad kobiecą piłką. Piłkarki już wcześniej, zamiast robić to, co kochają, zaczęły się dąsać, że nie zarabiają tyle samo, co mężczyźni. Już w 2017 roku piłkarki USA: Carli Lloyd, Megan Rapinoe, Alex Morgan, Becky Sauerbrunn i Hope Solo… pozwały amerykańską federację, że nie płaci im tyle samo, co mężczyznom. 

W ciągu lat udowodniłyśmy swoją wartość. Różnice w zarobkach między mężczyznami a kobietami są po prostu zbyt duże – powiedziała telewizji NBC najlepsza zawodniczka poprzednich mistrzostw świata w Kanadzie Carli Lloyd.

Teraz, żeby było zabawniej, warto odnotować jeden fakt. Podczas przygotowań do wymienionego wcześniej Mundialu w Kanadzie, wspomniane zawodniczki USA miały gierkę wewnętrzną z drużyną U-15 FC Dallas. Przegrały 5-2. Można by to było uznać za przypadek, gdyby nie to, że nie tylko zawodniczki z USA przegrały z juniorami. Rok wcześniej australijska drużyna zawodowa Matildas przegrała z drużyną U-15 Newcastle Jets aż 7-0.  Tego typu spotkań z juniorami było w historii kobiecej piłki kilka, żaden nie skończył się zwycięstwem piłkarek.

Różnice w poziomie sportowym widać gołym okiem, dlatego mówienie, że to jest ta sama dyscyplina, a obie płcie pracują tak samo efektywnie, jest kłamstwem. Wiadomo, że kobiety nie są w stanie przeskoczyć pewnych barier wynikających z ich fizjonomii, ale przecież nie możemy kogoś nagradzać za same dobre chęci.

Do płac zaraz powrócę, ale mówiąc o cieniu toksycznego feminizmu, trzeba wspomnieć o dwóch sytuacjach. Pierwsza z nich, to sprawa Megan Rapinoe. Jest to klasyczny przykład wojowniczki sprawiedliwości społecznej. Kobieta, która będzie chora, jak nie wmiesza się do polityki i wojny ideologicznej. We wrześniu zeszłego roku uklęknęła podczas hymnu USA, na znak solidarności z Colinem Kaepernickiem, czarnoskórym futbolistą amerykańskim, który w ten sposób protestował przeciwko rzekomemu rasizmowi. Dla Amerykanów hymn jest bardzo ważny, więc Rapinoe słusznie była krytykowana za swój gest. Niedawno publicznie postanowiła przyznać się, że jest lesbijką. Ostatnio jednak postanowiła jeszcze bardziej się „popisać”. Na zaproszenie reprezentacji przez prezydenta Trumpa odparła Pff, nie wybieram się do pi*rdolonego Białego Domu”. Twierdzi, że Trump jest seksistą i mizoginem. Gdy Trump, w swoim stylu, postanowił skrytykować jej postawę, zaczęła ją bronić koleżanka z kadry Ali Kruger. „Co do dzisiejszego wpisu „Prezydenta”: wiem, że kobiety, których nie możesz kontrolować i obmacywać cię wkurzają. Trzymam się z Megan i też sobie daruję [wizytę]. Nie wspieram tego rządu ani jego walki przeciwko LGBTQ+, imigrantom i najsłabszym obywatelom.”

Druga sprawa to kwestia piłkarek z Austrii. Tutaj dzbaniarstwo (już nie będę bawił się w tym wypadku w eufemizmy) tych kobiet osiągnęło szczyt. Kobieca drużyna FC Mariahilf miała zmierzyć się towarzysko z nowo powstałą kobiecą reprezentacją Watykanu. Podczas odgrywania hymnu watykańskiego kilka zawodniczek austriackich uniosło swoje koszulki, pokazując wymalowane na brzuchach jajniki oraz hasła wzywające do legalizacji aborcji. Sytuacja była tak napięta, że nuncjusz apostolski w Austrii, obecny na meczu, postanowił opuścić stadion, a trener drużyny z Watykanu zdecydował się wycofać zespół.

Tak właśnie obecnie wygląda piłka nożna kobiet. Zamiast romantycznej historii ku pokrzepieniu serc, rysowanie jajników, wyzywanie prezydenta USA, strojenie fochów na zbyt niskie pensje i znieważanie państwowego hymnu.

Dlaczego płace kobiet w piłce nożnej są niższe?

Wróćmy do pytania z tytułu – dlaczego kobiety w piłce zarabiają mniej? Pytanie proste, odpowiedź jeszcze prostsza: bo ten sport jest mniej popularny niż piłka nożna mężczyzn. Tylko tyle i aż tyle.

Czemu aż tyle? Większość kobiet, ale też wielu mężczyzn, nie interesuje się piłką nożną. Nie wiedzą więc, jak tam kształtują się zarobki. Nie wiedzą gdzie są pieniądze i jak ogromne są przepaście pomiędzy najlepszymi ligami Europy, a całą resztą. Niech wam da do myślenia takie porównanie. Robert Lewandowski rocznie zarabia w Bayernie Monachium 10 milionów euro. W Polsce są tylko dwa kluby, które mają większy roczny budżet – Legia i Lech. Zatem Robert Lewandowski, gdyby był klubem, byłby na 3 miejscu pod względem finansów w Ekstraklasie. Jako cały klub! To robi wrażenie.

Ostatnio z okazji mundialu kobiet pojawiła się grafika na Twitterze UN Women (ta sama organizacja, która płakała, że 19% reporterów wojennych, którzy giną, to kobiety, zapominając, że w tej sytuacji 81% stanowią mężczyźni). Porównała ona zarobki Messiego z piłkarkami. Wyszło, że prawie 1700 piłkarek zarabia połowę tego, co jeden Messi.

Ja mam lepsze porównanie. Wspomniana Ada Hederberg jest najlepiej zarabiającą piłkarką na świecie. Zarabia 400 tysięcy euro rocznie. Jej mąż też jest zawodowym piłkarzem. I choć gra na zawodowym poziomie w męskiej piłce, zarabia mniej od niej, grając w Lechu Poznań (nieznana jest dokładna kwota, ale wiadomo było, że zarząd Lecha nie był w stanie zaproponować piłkarzowi takiej pensji, jaką zarabiał w Celticu, a było to ponad 600 tysięcy rocznie, można oszacować, że to połowa tej kwoty). Zatem profesjonalny piłkarz, reprezentant kraju, który gra na mimo wszystko wyższym poziomie sportowym niż jego żona, zarabia mniej. To dopiero gender wage gap!

Messi to nie tylko piłkarz. To marka. To facet, którego każdy reklamodawca chce mieć u siebie. Ten facet to ikona. Dzieciaki w zatęchłych dziurach gdzieś w Afryce piszą markerem na koszulkach jego nazwisko, taki jest rozpoznawalny. Kto kojarzy Hederberg? Morgan?  Chociaż naszą Kiedrzynek lub Pajor? Prawie nikt.

Fenomenu takich piłkarzy jak Messi czy Cristiano Ronaldo trudno opisać. Nigdy bowiem nie było w historii takich piłkarzy, którzy tak bardzo zdominowaliby piłkarskie rozgrywki. Dla fanów piłki nożnej są to postacie wręcz nietuzinkowe, które całe swoje życie poświęcili piłce nożnej. Ciężko trenowali i walczyli, by wejść na sam szczyt. Zwłaszcza Cristiano Ronaldo jest taką osobą, która w zasadzie całą swoją karierę oparła przede wszystkim na ciężkiej pracy. Oczywiście do tego doszedł też ogromny talent, jednak nic nie dostali za darmo.

Skupmy się jednak na najważniejszym – reklamy. To jest to, co najbardziej przyciąga wielki kapitał do świata sportu. Piłkarskie rozgrywki mężczyzn przyciągają przed telewizory niesłychaną liczbę fanów. W tym porównaniu rozgrywki kobiet wypadają bladziutko. Ostatnie Mistrzostwa Świata w Rosji zgromadziły przed telewizorami aż… 3,26 miliarda osób. To połowa globu. Mistrzostwa Świata kobiet zaś obejrzeć ma, według szacunków, około miliard ludzi, natomiast te szacunki trudno potwierdzić na tym etapie mistrzostw. Poprzedni mundial obejrzało ok. 750 milionów widzów. To nadal wysoka liczba, ale wciąż to mniej niż 1/3 tego, ile osób oglądąło męski mundial.

Liberalne media są zachwycone, że mecz otwarcia mundialu kobiet w Francji oglądał na żywo cały stadion. Są tylko dwa „ale”. Po pierwsze w meczu otwarcia grały gospodynie imprezy, reprezentantki Francji. We Francji jest teraz duże ciśnienie, by zdobyć mistrzostwo świata w piłce nożnej dwa razy z rzędu wśród obu płci. Po drugie bilet na mecz otwarcia kosztował… 4 euro. To mniej niż najtańszy bilet na Stadion przy Łazienkowskiej. Tymczasem najtańszy bilet na Mistrzostwa Świata w Rosji kosztował ponad 100 dolarów.

Do tego dochodzą też tak prestiżowe rozgrywki, jak Liga Mistrzów. Finał UEFA Champions League przyciąga przed telewizor szacunkowo od 100 do 300 milionów widzów na świecie. Jeśli chodzi o pojedynczy mecz, dorównywać z nim może jedynie finał Super Bowl w USA. Nie znalazłem danych na temat oglądalności Ligi Mistrzyń, natomiast w poprzedni sezonie średnia liczba widzów na stadionie wynosiła… 1,5 tysiąca. Dla porównania średnia liczba widzów w UEFA Champions League wynosiła aż 49 tysięcy. Nawet podczas finałowego meczu Ligi Mistrzyń w sezonie 2018/19 nie zapełniono całego stadionu w Budapeszcie.

Widać więc wyraźnie, że popularność obu dyscyplin jest różna. Zwłaszcza klubowej piłki, która jest podstawą finansowania piłkarzy (przypomnę, że w reprezentacji piłkarze nie dostają pieniędzy za grę, jedynie premie za wyniki, które ustala każda federacja z osobna).

Zresztą wystarczy zobaczyć, jak wyglądają zarobki w innych dyscyplinach drużynowych. Siatkarze czy szczypiorniści w Polsce, mimo że grają na najwyższym poziomie (mówię tutaj o ligach), zarabiają śmieszne kwoty w porównaniu do piłkarzy. Najlepsi siatkarze w PlusLidze, która jest jedna z najlepszych na świecie, zarabiają ok. 250 tysięcy euro na sezon. Wspomniany wcześniej Lewandowski zarabia ponad 10 milionów euro na sezon. Przepaść jest więc jeszcze większa niż w przypadku piłki nożnej kobiet. A przecież siatkówka to sport w Polsce bardzo popularny.

Przy okazji podsyłam ciekawy artykuł, jaki znalazłem, na stronie bezprawnik.pl. Tam redaktor Jakub Kralka napisał ciekawy tekst na temat tego, jak kształtują się zyski z reklam i szeroko pojętego sponsoringu.

Niestety piłka nożna kobiet kojarzyła mi się dobrze. Teraz, w związku z tymi akcjami i powszechnym fochem na brak równych płac z piłkarzami, ten sport mnie brzydzi. Brzydzi mnie oglądanie kobiet, które skupiają się na wszystkim, tylko nie na swojej pasji. Które uważają, że cały świat im rzuca kłody pod nogi, a tymczasem to one same je sobie rzucają. Bo, musicie się z tym pogodzić drogie panie, ale zdecydowana większość fanów piłki nożnej to mężczyźni. Nikt nie zacznie oglądać piłki nożnej kobiet dlatego, że popłaczecie w mediach, że was krzywdzą i nikt się wami nie interesuje.

Jedyny sposób, żeby przyciągnąć większe pieniądze do żeńskiego futbolu, to grać lepiej. A na pewno efektowniej. Niektórzy żartowali, że powinny grać topless. Oczywiście nie ma co brać na poważnie tego typu uwag. Ale o to tutaj chodzi – w sporcie masz pieniądze, jak ludzie chcą cię oglądać. Na przykład tenisistki, które zarabiają niewiele mniej od tenisistów. Dlatego, że na ich mecze przychodzi cały stadion, a w telewizorze ich zmagania ogląda również spora rzesza fanów. W Polsce, podejrzewam, więcej osób oglądało tenis kobiecy niż męski, bo triumfy święciła przez ostatnią dekadę Agnieszka Radwańska. A właśnie, bo to w sumie ciekawe. Dlaczego nigdy nie słyszałem, żeby kobiety w tenisie narzekały na niższe płace? Tam się zdarza nawet, że mężczyźni narzekają na zbyt wysokie płace dla kobiet! 

Kolejne sztuczne próby popularyzacji tego sportu powodują coraz więcej seksistowskich komentarzy w internecie. Mnie to nie dziwi. W prawie każdej innej dyscyplinie nie ma takiego parcia na udowadnianie, że kobiety też potrafią. Ale sądzę, że tutaj, jak zwykle, chodzi o pieniądze. Nikogo nie obchodzą równe płace w szybownictwie, hokeju na trawie czy tenisie stołowym, bo tam nie ma pieniędzy. Wydaje mi się, że dlatego ta histeria jest skierowana w stronę piłki nożnej. Wszak zawsze, gdy mężczyźni odnoszą gdzieś sukces, musi znaleźć się grupa pań, która im tego zazdrości i chce przejąć tę dziedzinę. Tak samo jak obecnie dzieje się ze studiami informatycznymi, gdy nagle okazało się, że jest to świetny biznes, a świeżo upieczeni informatycy bez doświadczenia zarabiają na wejściu 3-5 tysięcy złotych na rękę.

Niestety pieniądze w sporcie demoralizują, a jęki niektórych piłkarek na nierówne zarobki jest częściowo efektem tej demoralizacji. Wszak, gdy piłkarze zarabiali 2000 zł i deputat węgla, nikt nie twierdził, że są uprzywilejowaną kastą. Niestety duże pieniądze potrafią zamieszać ludziom w głowie.

(przypominam, że wszystkie odnośniki do artykułów źródłowych zostały oznaczone kolorem pomarańczowym)

Mężczyzna racjonalny

Czy jesteś wystarczająco pewny siebie, żeby jak prawdziwy mężczyzna przyjąć odtrącenie na klatę, uśmiechnąć się nonszalancko i wrócić po więcej?
Czy może uciekniesz, odcinając się od reszty świata za wygodnym buforem?
Przekonaj się!