Portal strajk.eu (który, nawiasem mówiąc, ma prawie dwa razy mniej lajków niż mój drugi fanpage na Facebooku i zaledwie 5 patronów na Patronite, faszyści drżyjcie przed tą czerwoną siłą!!!) spłodził artykuł, w którym szkaluje dwóch mecenasów, którzy w wolnym czasie prowadzą wspólnie bloga na temat relacji damsko-męskich. Wyrywając zdania z kontekstu, bez żadnej próby polemiki, dwie panie redaktorki z tego portalu próbują udowodnić, że są to straszni mizogini i seksiści.
Niby nie powinienem się przejmować, w końcu zważywszy na ich żałosny zasięg, post będzie mieć mniej odbiorców niż lokalna gazeta z jakiejś podlaskiej wsi (z całym szacunkiem dla Podlasia). Jednak jest to dowód, że są osoby, które w ten sposób myślą i będą próbowały dyskredytować ludzi zajmujących się tą tematyką, więc pewnie i mój blog jest zagrożony. Na szczęście jestem bezrobotny ostatnio, więc nie doniosą na mnie do pracodawcy
Co więcej, pani Weronika Książek i Aleksandra Bełdowicz w typowo bolszewicki sposób postarały się ukrócić ich hobby (bo ten blog jest prowadzony hobbystycznie przez mecenasów, ich kancelaria zajmuje się głównie prawem medycznym) donosząc do palestry.
Panie feministki jeszcze nie raz będą udowadniać w tym artykule swoją nabytą przez lata spędzania czasu z neobolszewikami durnotę, ale już niemal na wstępie bombardują nią czytelników. Ten cytat wcale nie sugeruje jakoby kobiety były gorsze, ale opisuje działanie tzw. „syndromu sztokholmskiego”. Niestety jest to duży problem wielu związków, w którym ofiara jest tak związana z oprawcą, że nie jest w stanie wyplątać się z patologicznej relacji.
Specjalnie pogrubiłem ten kawałek tekstu, bo to co zrobiły te panie w tym artykule jest właśnie piękną manipulacją. Wyciągnęły cały fragment artykułu starając się wykazać, jakim wielkim mizoginem jest jeden z panów mecenasów, który napisał ten tekst. Poniżej tekst jednego z moich artykułów.
No i proszę – z ziejącego mizoginią tekstu nagle mamy artykuł, z którym trudno się nie zgodzić (no chyba że jest się chorą feministką, wierzącą, że krzywdy patriarchatu można naprawić jedynie krzywdząc mężczyzn). Wystarczyło tylko nie wyrywać zdań z kontekstu.
Ludzie związani z sądownictwem często podkreślają, że to co się dzieje podczas spraw rozwodowych jest czymś, co przekracza często ich najśmielsze oczekiwania. Sąd staje się polem bitwy. Oboje małżonków zamienia się w podłe bestie, chcące dorwać swoją ofiarę. Kobiety wykorzystują wówczas uprzywilejowaną pozycję, by oskarżać mężczyzn o gwałty, przemoc domową czy znęcanie się lub molestowanie dzieci. Znana była sprawa pewnego mężczyzny z Gorzowa Wlkp., który jedynie dzięki nagraniu żony i teściowej, które umawiały się jak wrobić go w pedofilię, uniknął rozwodu. Wg. Lwa Starowicza aż 30 % takich oskarżeń jest fałszywych. Pecha miał Jacek Ch., który przez zmowę biegłej psycholog i jego żony został skazany na 4 lata bezwzględnego więzienia. Ale dla pań feministek „wystarczy się dogadać”.
Właściwie założyć można, że kobieta wychodzi za mąż wyłącznie po to, by móc się rozwieść i zacząć polować na kolejnego nieświadomego, bezbronnego acz bogatego jelenia. Jelenia, który w genach zakodowaną ma potrzebę rozmnażania się, opieki i dostarczania dóbr najbliższym, co kobieta-drapieżnik bezlitośnie wykorzystuje. Bo według autorów bloga: “mężczyzna może stać się niewolnikiem swojego własnego mózgu i hormonów, które sam produkuje i kobiety dobrze o tym wiedzą”. Dlatego właśnie “najlepszym sposobem dla mężczyzny na uniknięcie ogromnego ryzyka związanego z zawarciem małżeństwa jest niezawieranie go.
To proste jak budowa cepa
Nie wiem, ile zarabiają te dwie panie na tak wybitnym stanowisku jak redaktor gównoportalu strajk.eu, ale faktem jest, że w zdecydowanej większości małżeństw i związków (ok. 80 %) to mężczyzna zarabia więcej. Oczywiście możemy domniemywać, że jest to efekt „muh patriarchy”. Ale szczerze – wątpię w to. Faktem jest, że rozwód jest dla kobiet interesem. W sytuacji, gdy 80 % z nich zarabia mniej, podzielenie majątku na pół i otrzymanie alimentów na dzieci (a w krajach anglosaskich mogą dostać alimenty nawet za „krzywdy patriarchatu”, czyli tylko na siebie) jest dobrym biznesem. Na pewno nikt (lub prawie nikt) przed zawarciem małżeństwa nie planuje rozwodu, ale nie zmienia to faktu, że to kobiety (66 %) częściej wnoszą sprawę o zerwanie więzi małżeńskiej. Widać dyskusja z faktami przekracza intelektualne możliwości pań feministek.
Następnie przytaczane są cytaty z bloga rodem z filozofii MGTOW, tudzież redpill, jako dowód na mizoginię. Daleko mi do tych ruchów, ale bawi mnie to, że akurat do tego przyczepiły się owe feministki. Te same, które piszą o „toksycznej męskości”, o tym że tylko mężczyźni gwałcą, biją, piją i znęcają się nad słabszymi. Same uprawiają szeroko zakrojoną stereotypizację mężczyzn, a gdy robi to ktoś z drugiej strony barykady, wówczas jest płacz, lament i donosy do palestry.
Mają prawo pisać co im się żywnie podoba, jeśli nie jest to zabronione prawnie jak wzywanie do obalenia ustroju lub rozpowszechnianie nienawiści rasowej lub ksenofobicznej (przykro mi, coś takiego jak „mizoginia” nie zostało zawarte w kodeksie karnym, zresztą jeśli mizoginia to i mizoandria powinna być karana, a wtedy więzienia byłyby pełne feministek). Nie ma to najmniejszego związku z wykonywanym przez nich zawodem. Ba! W mojej ocenie nie ma tam żadnych seksistowskich uwag, jedynie subiektywne spojrzenie na sprawy damsko-męskie. Wyrwane z kontekstu fragmenty nie świadczą o ich „mizoginii”, co najwyżej o manipulacji autorek tekstu.
W waszym przypadku to prawda – wasze móżdżki są mało pojemne i macie słabo wykształcone synapsy.
Nie zgadzamy się z kimś, więc należy na niego donieść. To proste i oczywiste – tak bolszewicy funkcjonowali od zarania dziejów, odkąd Pawko Morozow doniósł na własnych rodziców, że ukrywają zboże. Nie wiem jaką decyzję podejmie palestra, ale powinni się podetrzeć tym śmiesznym donosikiem dwójki lewackich pismaków.
Dla mnie to groteskowe. Dwie kobiety po jakichś humanistycznych kierunkach, robiące „karierę” w portalikach dla lewaków, pouczają doświadczonych mecenasów co mogą, a czego nie mogą publikować. Jeszcze piszą donosy do rady adwokackiej. Ok, niekiedy te treści mogą się wydać kontrowersyjne, ale w mojej ocenie nie przekraczają one bariery dobrego smaku, tak jak chociażby w tej sytuacji, gdy jeden z menadżerów na portalu linkedin uznał, że jedną z ważniejszych kompetencji sekretarki jest „dobre ruchanie się”. Sfrustrowane kobiety dobijające 40-tki, które uświadomiły sobie że niewiele osiągnęły i teraz chcą niszczyć życie innych w oparciu o absurdalne oskarżenia. Przynajmniej ja tak to widzę.
Co do treści bloga – sami oceńcie. Ja tylko chciałem wskazać na fakt, jak feministki zmanipulowały blog i przyrównały go niemal do Mein Kampf lub Die Sturmer. W dodatku nie weszły w żadną polemikę z tekstami, jedynie zacytowały kilka fragmentów i uważają się za wielkie dziennikarki. Strajk.eu – akurat szukam pracy. Również potrafię robić kopiuj-wklej, a w dodatku nie mam na utrzymaniu gromady kotów, więc finansowo nie będę tak wielkim obciążeniem. Czekam na kontakt!
Pozdrawiam panów mecenasów i życzę im jak największych zasięgów. Nie dlatego, że się z nimi specjalnie zgadzam (w wielu aspektach tak, w niektórych nie). Na złość feministkom – takim jestem wrednym nosaczem