Męskość – moja „słabość”

Kiedy mężczyźni ulegną feminizacji, zawieszą rękawice na kołku i zaczną podążać w kierunku androginii i homogenizacji płci, zwolennicy równouprawnienia będą salutowali na wspomnienie tego momentu, który będzie ich triumfem, powstaniem nowego modelu. Dlaczego męski rys charakteru ceni się niżej niż jego damski odpowiednik?

Rollo Tomassi – Mężczyzna racjonalny

We współczesnych czasach wcale nie potrzeba wiele, żeby poczuć się winnym za sam fakt urodzenia mężczyzną. Nasza płeć, zupełnie tak jak grzech pierworodny, stała się piętnem, które nosimy w sobie przez całe życie. Przekonanie o tym, że jesteśmy winni wszelkiego zła na tym świecie, stało się tak powszechne, że tradycyjna męskość postrzegana jest jako pewna forma wynaturzenia.

Emocje, bunt, namiętność

Jedną z rzeczy, o których najciężej jest dyskutować, są emocje. Każdy przeżywa je na swój sposób i stosunkowo ciężko jest odnieść je w jakikolwiek sposób do obiektywnych ram poznawczych. Tak jak w przypadku większości „delikatnych kwestii”, ludzie mają tendencję do formułowania w stosunku do nich ogólnych twierdzeń, które muszą być na tyle kompromisowe, żeby nie urazić nikogo swoją stanowczością. To jest mechanizm, który utrwala pewne ogólne standardy, wobec których wszyscy jesteśmy zwykle „zgodni”. Są to tak zwane rzeczy, o których zwyczajnie należy mówić tak jak sztampowe gadki o pogodzie, czy o starych lepszych czasach. Swoje zmartwienia najlepiej jest przecież podsumować słowami „tak to już jest”, „kiedyś było lepiej”, „kobiet nigdy nie zrozumiesz”, czy też „mężczyznom chodzi tylko o jedno”. Przecież to takie proste, tak po prostu wypada myśleć.

Jest faktem notoryjnym, że faceci wykazują o wiele większą popędliwość od kobiet. Jest to swoista naturalna presja, którą wywiera na nas organizm, zupełnie tak samo jak w przypadku głodu czy zmęczenia. Nasza seksualność jest trwale związana z naszym istnieniem i wpływa pośrednio lub bezpośrednio na relacje, które utrzymujemy z innymi ludźmi. Przekłada się na naszą kulturę, a więc muzykę, sposób ubierania się; to rzecz, od której nigdy nie będziemy w stanie się uwolnić. Jesteśmy na nią skazani.

Od czasu rewolucji seksualnej postrzeganie naszej płciowej natury uległo znacznemu zrelatywizowaniu. Ostatnie półwiecze naznaczone było znaczną liberalizacją stosunków międzyludzkich i zawziętej walki z wszelkimi dotychczasowymi przejawami obyczajności społecznej. Przekonanie o opresyjności reguł, którymi rządzą się tradycyjne relacje międzypłciowe, osiągnęło status dogmatu i w swej istocie stało się niepodważalne. Bunt jest święty, ponieważ sam w sobie jest buntem – truizm nowoczesności.

Współczesna popkultura zdominowana jest przez bunt i pochwałę zachowań antyspołecznych. Kultura wychwalająca próżność (często mylona z majętnością), spłycony egocentryzm, panegiryzacja rozwiązłości, słabość do używek i wszechobecna przeciętność. Oto nasz dorobek i sposób na dogodzenie gustom globalnej szarej masy, a wszystko w połączeniu ze schizofreniczną obsesją na punkcie opresyjności społeczeństwa. Z drugiej strony na naszych oczach wyrasta nowoczesny turpizm, objawiający się w coraz to płytszej muzyce, gustach estetycznych i wszelkich formach sztuki, graniczącej już parafilią. Czy w świetle tych zjawisk, wysuwając krytyczne zarzuty wobec popkultury, zawsze wychodzi się na purytańskiego obrońcę moralności we włosiennicy i z biczem w ręku? Czy każdy zdegustowany statusem quo musi być obrońcą patriarchatu?

Estetyka czasów współczesnych jest tematem na znacznie dłuższą rozprawę. Stanowi jednak swoistą emanację powszechnej mentalności, z którą mamy dziś do czynienia. Ludzie nie godzą się już dłużej na „sztuczną” i „przestarzałą” definicję płci. Męskość stała się wrogiem dla współcześnie pojmowanej wolności i etyki zachowań międzyludzkich. Nie chcemy już agresywnych, zimnych, dominujących (z wyjątkiem bohaterów tanich harlekinów), obliczonych na zysk mężczyzn, których dopełnieniem są zwykle melodramatyczne wizje łamaczy serc. Chcemy ciepłych i kompromisowych przytulanek, które nigdy nie ośmielą się zarabiać więcej niż kobiety i którzy pokornie pozostaną w domu (okrutnicy zaniedbujący ścieranie kurzy) przy dzieciach. Jest to zachowanie promowane przez media i kulturę, które coraz częściej objawia się w przypadkach nieszczęśliwych małżeństw i rozczarowanych mężczyzn, pozostawionych przez kobietę dla jakiegoś „dupka” albo, co gorsza, akceptujących poligamię swojej partnerki. Zjawisko znalazło swój niepochlebny termin w zachodniej nomenklaturze – cuck (pol. rogacz).

Wizja mężczyzny nowoczesnego

Współczesny mężczyzna już od swych narodzin jest bombardowany pośrednimi i bezpośrednimi wizjami tego, jak powinno wyglądać „uczciwe” współżycie w społeczeństwie. Coraz częściej słyszy się o bezstresowym wychowaniu dzieci, polegającym na trzymaniu ich z dala od stresu związanego z relacjami rówieśniczymi i obowiązkami. Trzyma się ich w kloszu, żeby tylko się nie zasmucili. Przez otaczający chłopców kokon, nie przechodzi nawet najmniejsza dawka przykrości, które przecież są nieodłącznie związane z życiem. Takie postępowanie sprawia, że dorastający chłopcy odniosą wrażenie, że na zawsze pozostaną wolni od wszelkich trosk. We wczesnych latach życia stwarza to podatny grunt pod wszelkie negatywne zjawiska, które mogą wpłynąć na młodego mężczyznę, na przykład w konfrontacji z napastliwymi rówieśnikami. Kolejnym szkodliwym mechanizmem wpajanym chłopcom przez społeczeństwo jest kształtowanie wizji romantycznego spełnienia swoich męskich ambicji u boku tej jedynej, dziewczyny wyrozumiałej na wszelkie słabości, będącej ciepłą i miękką opoką, zaraz po matczynej. W ten sposób przysposobiony młody mężczyzna pozostaje bezradny wobec sytuacji życiowych, które pojawią się przed nim w przyszłości.

Niedługo potem, gdy nieszczęśnik zmuszony jest zmierzyć się z wyzwaniami okresu dorastania, konfrontuje on swoją zakłamaną wizję z rzeczywistością, rozbijając ją, albo stając się uległym i wycofanym wobec swoich oprawców. Ta druga opcja jest zwykle bardziej prawdopodobna, ponieważ doskonale mieści się w credo doczesnego zeitgeistu. Chłopców uczy się kompromisowości i wykorzenia się w nich wszelkie skłonności do rozwiązywania spraw na własną rękę. Jego problemy z rówieśnikami i obowiązkami nie są jego problemami, rozwiązują je za niego rodzice, wychowawcy, pedagodzy. Pokuszę się o stwierdzenie, że w tym mechanizmie leży przyczyna wszelkiej przemocy rówieśniczej, a w konsekwencji może doprowadzić do tragedii, czego przykładem mogą być strzelaniny w amerykańskich szkołach. Wzmaga się w dzieciach poczucie „bycia ofiarą”, rozwiązywanie za nie problemów może sprawić, że poczują się, że nie mają, żadnego wpływu na negatywne zjawiska, które pojawiają się na ich drodze życiowej.

W świetle obecnej kultury mężczyźni nie powinni być dłużej skałą, na której swoją potęgę opiera dominująca Cywilizacja Zachodu. Zamiast tego za fundament proponuje się miękką, szarą plastelinę, spłyconą relatywizmem i androgynią. Pociąga to za sobą konsekwencje szczególnie w kontekście relacji z kobietami. Przejawia się to w potępieniu męskiej seksualności. W rzeczy samej mężczyźni są coraz bardziej z niej wyzuci. To kobietom został współcześnie dany przywilej jej uznaniowego nadawania i jedynie w ramach nagrody. Jak to przecież mężczyzna śmie „myśleć tylko o jednym”, powinien przecież czekać posłusznie na swoją kolej w dostępie do kobiecej cielesności. Jest to tak bardzo namacalne, że przejawia się to w języku, którym posługują się mężczyźni (Czy poszczęściło ci się z nią?). Zjawisko znajduje swoją manifestację w mediach i stałych związkach (filmy, czasopisma, książki, portale społecznościowe). Paradoksalnie żadna dziewczyna nie stawiają tak abstrakcyjnych warunków przypadkowo poznanemu przystojniakowi podczas „wyjścia na kluby”. Fenomen cucka staje się coraz powszechniejszy w zachodnim społeczeństwie, paradoksalnie zaczyna być uznawany za coś normalnego. „Kobiety po prostu czasem tak mają, pogódź się z tym, przecież jest XXI wiek”.

Czy mężczyzna wychowywany w takich pobłażliwych warunkach będzie w stanie stawić czoła przeciwnościom dorosłego życia w brutalnej konfrontacji z rzeczywistością, gdzie przyjdzie mu rywalizować z innymi ludźmi? Czy wychowywanie w separacji od bezwzględnych realiów naszego świata nie czyni mężczyzny upośledzonym? W końcu czy taki facet może być atrakcyjny dla innych kobiet?

Co jest prawdą, okazuje się fałszem jutro

Jaki z tego płynie morał?  Otóż nie pragnę zrzucić winy na kobiety, użalając się nad ich wybrednością czy też perfidią. Tak po prostu wygląda brutalna, niepodważalna biologicznie strategia doboru partnerów, którą kieruje się płeć piękna. Nie zmienimy jej.

Ten tekst jest apelem do mężczyzn, aby podnieśli wzrok ponad swoje słabości i rzucili rękawice obecnym prądom społecznym. Nie mogą czuć się jako ofiary, lecz wojownicy w nierównej walce. Faceci powinni czuć dumę, a nie wstyd za to, że urodzili się mężczyznami. Muszą przestać winić świat za swoje niepowodzenia i wśród powszechnej bylejakości wznieśli się ponad wszechogarniającą marność. Tego wymaga prawdziwa męskość.

Mężczyzna racjonalny

Czy jesteś wystarczająco pewny siebie, żeby jak prawdziwy mężczyzna przyjąć odtrącenie na klatę, uśmiechnąć się nonszalancko i wrócić po więcej?
Czy może uciekniesz, odcinając się od reszty świata za wygodnym buforem?
Przekonaj się!
Autor: |2018-09-12T13:56:43+02:002018/07/09|Kategorie: Opinie|

O autorze:

Wierzę, że prawdziwą drogą do prawdy jest wolność. Uważam, że piękno jest obiektywne. Cenię sobie uczciwość ponad emocje.