„W realiach współczesnego zachodniego romantyzmu lęk przed samotnością jest zdecydowanie przejaskrawiony. Spopularyzowany mit strachu przed zostaniem starym kawalerem, który nigdy nie zaznał miłości, jest nową wersją mitu starej panny, którego okres popularności przypadał na czas, w którym wartość kobiety była mierzona jej zamożnością. Obie teorie są w swoich założeniach błędne”.

Rollo Tomassi – Mężczyzna racjonalny

(OSTRZEŻENIE: W artykule pojawiają się fragmenty, które mogą zdradzić fabułę omawianych filmów – „Her” i „Blade Runner 2049”).

Miałem ostatnio możliwość obejrzenia ciekawego filmu traktującego o bardzo aktualnym problemie, jakim jest samotność. Porusza on wiele ciekawych kwestii dotyczących relacji międzyludzkich i skłonił mnie refleksji nad umiejętnością, która w tych czasach przytłacza zdecydowanie zbyt wiele osób sztuką radzenia sobie z samym sobą.

Film nosi tytuł „Ona” i opowiada historię Theodora pisarza listów, który obdarzony jest niezwykle lekką ręką i delikatnością wyrażania uczuć. Jego talenty wskazują, że jest on postacią niezwykle empatyczną, potrafi utożsamić się z każdym ze swoich klientów oraz oddać w tekście brakujące im słowa i emocje. Odnosi wiele sukcesów, lecz nie potrafi ich wykorzystać w żaden sposób poza biurem. Bohater żyje w ładnym apartamencie i chwalony jest przez przyjaciół oraz szanowany przez współpracowników. Wszystko zdaje się układać pięknie, jednak już po chwili możemy odczuć, że jest coś, co trapi naszego głównego bohatera. Tym problemem okazuje się samotność leitmotiv filmu.

O ile fabuła wydała mi się pociągająca, a wykreowana postać i troski przekonujące, o tyle nie mogę zgodzić się z przesłaniem filmu. Główny bohater jest uosobieniem tego, co konstytuuje świadomość „współczesnej męskości”. Theodore jest osobą wrażliwą, przytłoczoną rzeczywistością i, mimo skuteczności w swojej pracy, brak mu pewności siebie i zdecydowania. Z ekranu wylewa się uczucie niemocy, przejawia się to w braku umiejętności do podejmowania inicjatywy, czemu częściowo zaradzi jego relacja z Samanthą systemem operacyjnym, nowym wynalazkiem mającym zaradzić postępującej pladze samotności.

Samantha jest bardzo towarzyską oraz zaradną osobliwością, pomaga zagubionemu Theodorowi w pracy oraz popycha go do podejmowania właściwych działań, co więcej sama animuje ich wspólny „związek”. Mimo tego, że Samantha jest zaledwie głosem w głośniku, to nie przeszkadza to głównemu bohaterowi w utrzymywaniu z nią intymnej relacji. System popycha głównego bohatera do głębszego, emocjonalnego zaangażowania się w związek. W rozmowie ze swoimi znajomymi stwierdza nawet, że uprawia z nią „seks”. Film stara się przekonać widza, że fizyczność i odległość jest sztuczną barierą w utrzymywaniu prawdziwej i trwałej relacji między kobietą a mężczyzną. Czy tak jest naprawdę?

Mit I: Związek na odległość jest prawdziwym związkiem.

„Związki na odległość są pozornie niewinną formą popadania w schemat tej jedynej. Co więcej, związki na odległość są najłatwiej rozpoznawalną formą popadania w schemat tej jedynej. Byłyby czymś zabawnym, gdyby nie fakt, że tak bardzo wyniszczają faceta w okresie dorastania. Tacy mężczyźni poświęcają zwykle cenne lata swojego życia dla żałosnego trudu podążania za swą bratnią duszą. Zdarza się, że pokonują w tym celu nawet setki kilometrów”.
„Widziałem facetów, którzy przemienili swe priorytety na studiach lub zmienili uczelnię, mężczyzn, którzy podjęli się pracy w rejonach, których nigdy nie wzięliby pod uwagę lub którzy zaakceptowali stanowiska poniżej własnych ambicji i kwalifikacji, gości, którzy zrzekli się wyznawanej religii, a także takich, którzy przeprowadzili się na drugi koniec świata. Wszystkie te wysiłki miały na celu jedno – lepiej dostosować się do wyidealizowanej kobiety w konkretnym pseudozwiązku. Najczęściej okazuje się, że król, a właściwie królowa jest naga, rzeczywistość daleka od oczekiwań, a facet popada w depresję, będąc świadomy doniosłości podjętych decyzji”.

Problem związków między ludźmi a systemami operacyjnymi nie jest nam jeszcze znany, jednak zilustrowany w filmie przypadek opiera się na dokładnie tych samych założeniach, co „związek na odległość”. Tego typu relacje nie stanowią niczego innego poza linijkami tekstu w komunikatorach oraz czułymi słowami płynącymi ze słuchawki telefonicznej. Związek, który pozbawiony jest poczucia bliskości, skazany jest na porażkę. Żaden surogat prawdziwej relacji międzypłciowej, której nieodłączną częścią jest bliskość i seksualność, nie zastąpi żywej osoby. Żyjemy tu i teraz, czy warto jest marnować czas na osobę, z którą nie łączy cię nic innego poza poczuciem zobowiązania? Czy nie tracisz szans na zbudowanie lepiej prosperującej relacji z kimś, kto wieczorami może być przy tobie i kto również potrzebuje twojego ciepła? Czy decydowanie się na „związek na odległość” nie jest komfortową wymówką przed koniecznością umówienia się z inną kobietą? Nic nie cuchnie mocniej desperacją i brakiem pewności siebie niż gość, który z własnej woli trwa w związku na odległość. Właściwie jedynym powodem, dla którego mężczyzna może dobrze czuć się w relacji na dystans, jest faktyczny brak alternatyw.

Mit II: Seksualność nie jest ważna.

„Zdaję sobie sprawę, że przytaczam truizmy, ale pamiętaj, że określamy cechy przyjaźni międzypłciowej w świetle prądu społecznego, który próbuje nas przekonać, że mężczyźni i kobiety są dokładnie tacy sami. Zgodnie z zasadą panowie powinni być w stanie oprzeć się swoim seksualnym impulsom aż do tego stopnia, żeby nie wpływały one na racjonalną decyzję o zaangażowaniu się w relację platonicznej przyjaźni. Podobnie panie powinny być ponad własną hipergamiczną naturę i dążyć do nawiązywania wyzutych z seksualności związków przyjacielskich. Mogłoby się wydawać, że przedstawiciele obojga płci powinni kolegować się ze sobą wyłącznie w celu wzajemnego ubogacania się, jednakże rzeczywistość pisze zupełnie inne scenariusze”.

Ludzie w związku potrzebują fizyczności. Każdy, kto twierdzi inaczej, kłamie. Problem poruszony został nie tylko w tym filmie. Dodatkowo warto zastanowić się w tym miejscu nad innym, lecz równie intrygującym aspektem ludzkiego przywiązania.

Podobny problem ilustruje relacja między K (Joe) oraz Joi w filmie Blade Runner 2049. W każdym z nich system operacyjny w obliczu niemożności dokonania aktu seksualnego stara się wykorzystać w tym celu trzecią osobę, w każdym z tych dzieł odnosi to inny skutek.

Joi & K, kadr z filmu „Blade Runner 2049” (2017), reż. Denis Villeneuve.

Z perspektywy fabularnej fakt ten konstruuje następujący dylemat: Czy program/maszyna może faktycznie kochać, czy też może zostało ono obliczone na żerowanie na udręczonych, emocjonalnych ludziach? Niewątpliwie poszlakę w dojściu do prawdy stanowi fakt, że żaden z bohaterów omawianych filmów nie może czuć się wyjątkowo, w pewnym momencie zdają sobie sprawę, że nie byli jedynymi klientami programu. Czy jednak może wydać się to bulwersujące, skoro „produkt” działał niezawodnie? Należy sobie zadać pytanie, o jaką bliskość i relację chodzi.

Z pewnością, mimo zażyłości panującej między surogatami a głównymi bohaterami, wciąż czuć u nich niedosyt wynikający z braku cielesności. Zakładając jednak, że ten problem się nie pojawił, dlaczego poczuli się rozżaleni, gdy dowiedzieli się, że nie byli jedynymi? Czy jest to zazdrość, czy może brak poczucia, że to, co zaszło, nie było jedyne w swoim rodzaju?

W filmie Blade Runner 2049 dochodzi do sceny, gdzie dawny agent Rick Deckard kuszony jest nową kopią swojej dawnej androidycznej miłości. Jego pragnienie jest bardzo silne, jednak nie na tyle, żeby go złamać. Po raz kolejny czynnik indywidualności zadecydował o poczuciu spełnienia. Nasuwa się tu kolejne ciekawe pytanie, co jest nośnikiem ludzkiej indywidualności? W jaki sposób stanowi ona przeszkodę w przeżywaniu wspólnych uczuć? Dlaczego poczucie wyjątkowości jest tak kluczowe?

W ludzkiej naturze leży łączenie się w pary. Lubimy przeżywać niepowtarzalne chwile z wyjątkowymi osobami. Przeżywając nasze umysły powiązują emocje z konkretnymi desygnatami, każdy inny, choćby z pozoru ten sam, będzie traktowany jako obcy. W przedstawionych przypadkach nie chodzi o jednostkowe przeżycie, lecz więź.

Nie można nawiązać więzi z osobą/istotą nieobecną, której życie toczy się odrębnym tokiem dziesiątki kilometrów stąd. To wspólne przeżycia i spędzone razem chwile cementują i wzmacniają relację. Popędliwości mają w tym również swój udział. Rezygnując z nich, działamy wbrew własnej naturze i istocie związku. Jeśli jedynym faktem przemawiającym za pozostaniem w związku jest to, że dobrze się wam rozmawia (zwykle wyłącznie przez komunikator), możesz być pewnym, że wasza więź nie przetrwa próby czasu. Głębokość takiej przyjacielskiej relacji zawsze osłabnie, gdy między wami pojawi się ktoś atrakcyjniejszy fizycznie, kto będzie bliżej.

O problemie przyjacielskich związków przeczytasz w innym z naszych artykułów.

Mit III: Samotność jest czymś złym.

„Facet, który czuje się dobrze sam ze sobą i jest pewny swojej prawdziwej niezależności, jest tym, z którym kobiety będą chciały mieć styczność. To, jak radzisz sobie z samotnością i jak wykorzystujesz okazje, które stwarza ci niezależność, jest prawdziwą miarą twojej męskości”.

Theodore był notorycznie utwierdzany przez swoich przyjaciół w tym, jakim dobrym i czułym był mężczyzną oraz braku zrozumienia dla decyzji jego byłej partnerki. Fałsz płynący z ust jego towarzyszy, zarysowuje pewne niezrozumienie, z którym można spotykać się u wielu facetów. Jest nim osobowość dobrego gościa.

Motyw dobrego gościa przewija się w wielu współczesnych filmach, w których bohaterowie lamentują nad tym, jakimi dobrymi byli partnerami i jak bardzo niezrozumiałe jest ich odejście, skoro tak bardzo się starali.

Nie spodziewam się, żeby decydującym czynnikiem dla kobiet w doborze facetów, było obycie faceta w związku. Znacznie ważniejszą kwestią jest to, jak potrafimy poradzić sobie z własną samotnością. Stanem pierwotnym w stosunku do bycia w związku jest właśnie samotność, to ona stanowi punkt odniesienia, który pomaga kobietom podjąć decyzję o nawiązaniu bliższej relacji. Jeśli będąc samotnym, nie prezentujesz wyższej wartości, nie spodziewaj się, że cokolwiek zmieni się, gdy jakimś cudem wejdziesz w związek.

Theodore nie rozumiał tego, że kluczem do jego własnej szczęśliwości jest on sam. Zbyt mało uwagi poświęcał samemu sobie, a zbyt wiele emocjom, które były obce jego żywotnym interesom. Nie potrafił wykorzystać nadarzających się mu okazji, ponieważ ciągle pozostawał w uczuciu rozżalenia. Dopiero Samantha pomogła mu wykorzystać nadarzające się szanse. W rzeczywistości nie możemy na to liczyć, miarą naszej męskości jest to, jak skutecznie potrafimy odrzucić nasze frustracje. Ucząc się bycia szczęśliwym samym ze sobą, znajdując akceptację i zrozumienie dla własnej sytuacji, tworzymy dobry grunt do nawiązania dobrych relacji z innymi osobami.

Mit IV: Kobieca miłość potrafi być bezwarunkowa.

„Błędem jest, czasem nawet śmiertelnym, ignorowanie tego, o czym wiemy, że kryje się pod powierzchnią. Bardzo uspokajająca jest wiara w to, że łączy cię z kobietą specjalna więź czy bliskość. Kiedy warunki są sprzyjające, zachowasz swój związek, bazując na wzajemnym zaufaniu i zażyłości. Problem w tym, że wiara w tę więź jest bezwarunkowa, dlatego przeczące jej bodźce są stłumione do tego stopnia, że wydają się błahe. Może zdarzyć się, że wiąże was specjalna relacja wykraczająca poza bodźce fizyczne, ale należy w dalszym ciągu pamiętać, że związek został zbudowany na podstawie reguł seksualności, które nieprzerwanie oddziałują na jednostkę”.

Dlaczego mężczyźni skłonni są przystać na relację z systemem operacyjnym, a w naszej rzeczywistości z lalką? Głównym powodem jest bezwarunkowość ich „uczuć”, one po prostu są mimo naszych słabości i zaniedbań. Nie stawiają wymagań i nie potrzebują, żebyśmy pracowali nad sobą. Są jak ciepły kokon, w którym w każdej chwili możemy się ukryć.

Kobiety jako hipergamiczne istoty zawsze będą dobierały sobie faceta, który reprezentuje wyższą wartość. Piękniejsze kobiety są bardziej wybredne w doborze facetów, aniżeli mniej urodziwe, wynika to z faktu, że mają o wiele więcej perspektyw. Żadnej z nich nie obchodzi obietnica jak dobry i uczciwy będziesz w związku, musisz być kimś i być tego pewnym. Kobieta najpierw liczy na to, że będziesz umieć zadbać o siebie, dopiero w drugiej kolejności, że będziesz w stanie zbudować trwałą relację.

Samotność to szansa, a nie kara

Samotność bywa trudna i przytłaczająca, lecz to w jaki sposób potrafimy sobie z nią poradzić świadczy o tym, jak bardzo wartościowi jesteśmy. Nie musisz być ekstrawertykiem, żeby radzić sobie z innymi ludźmi. Sztuką jest to, jak dobrze żyjesz z samym sobą i czy umiesz wykorzystywać szanse, które stawia przed tobą życie. Nie trać czasu na relacje bez przyszłości, pokazując że potrafisz radzić sobie sam, stwarzasz wizerunek osoby posiadającej alternatywy, czyli takiej której pragną kobiety.

Czytelniku, mimo mojej krytyki, każdy z tych filmów polecam twojej uwadze. Jest to kawał niebanalnego kina skłaniającego do refleksji. Zachęcam Cię do wysnucia własnych przemyśleń i podzielenia się nimi w komentarzach na blogu. Twoja opinia jest tu mile widziana.

Wszystkie cytaty pochodzą z nadchodzącej książki: Rollo Tomassi Mężczyzna Racjonalny

Mężczyzna racjonalny

Czy jesteś wystarczająco pewny siebie, żeby jak prawdziwy mężczyzna przyjąć odtrącenie na klatę, uśmiechnąć się nonszalancko i wrócić po więcej?
Czy może uciekniesz, odcinając się od reszty świata za wygodnym buforem?
Przekonaj się!