Niektóre dzieła literackie mają cechy proroczej wizji przyszłości. Ostrzegają współczesnych przed światem, który nastanie, jeżeli nie zostaną wprowadzone społeczne zmiany. Jednym z takich utworów jest “Powrót z gwiazd” Stanisława Lema.

Prorocza misja literatury

Dzisiejszy rynek wydawniczy przyzwyczaił nas do lektury prostej i przyjemnej. Sprzedaż książek to duży biznes, wydawnictwa chcą trafić do przeciętnego czytelnika, zatem nie dziwi fakt, że półki w księgarniach uginają się pod ciężarem książek, które lekko się czyta, i o których wszyscy zapomną w przyszłym roku.

W minionych czasach powstało wiele literackich dzieł, które trwają, pomimo upływu czasu. Zachwycamy się nimi, wracamy do nich, cytujemy, rozmyślamy nad nimi. Stały się częścią dorobku kulturowego naszej cywilizacji. Stało się tak dzięki geniuszowi autorów, którzy swoim umysłem dotknęli czegoś boskiego i za pośrednictwem swoich dzieł przekazali to nam. Pisarze czuli powołanie, by być kimś więcej niż tylko gawędziarzami, opowiadającymi zajmujące historie. Mieli poczucie misji.

Niektórzy z nich snuli wizje dotyczące przyszłości. Ich genialne, rozpalone umysły sięgały poza zasłonę i oczami ducha byli w stanie dostrzec przyszłość, jaka czeka ludzkość. Ich dzieła miały na celu przestrzegać ludzi przed nadchodzącym złem. Wskazywali, w którym kierunku świat zmierza, pokazywali zbliżające się skutki niewłaściwych postaw i starali się sprowadzać ludzi na właściwą ścieżkę.

Mroczne wizje przyszłości

Tak powstała literatura utopijna. To tego gatunku należy wiele znakomitych dzieł takich autorów jak: Thomas More, Jules Verne, Herbert George Wells, Aldous Huxley czy George Orwell. Każda z tych lektur kreśli przed nami wizję świata opanowanego przez ideologie, których się obawiamy; świata, który jest piekłem na ziemi. Zachęcam Czytelnika do przynajmniej pobieżnego zapoznania się z twórczością tych autorów.

Najbardziej znanym przykładem dzieła o charakterze utopijnym jest powieść „Rok 1984” George’a Orwella. Książka ta zyskała światowy rozgłos i nieśmiertelność właśnie dzięki swojej tematyce. Orwell przedstawił świat, w którym terroryzowanie jednostki, inwigilacja, kontrola umysłu, kreowanie świata przez propagandę są na porządku dziennym. Ukuło się nawet określenie „orwellowski świat”, które jest często używane przez ludzi wskazujących, że pewne negatywne społeczne zmiany zaszły za daleko i zmierzają do mrocznego zwieńczenia w postaci totalitarnej kontroli obywatela.

Stanisław Lem — polski wizjoner

Podczas gdy wszyscy słusznie fascynujemy się obcojęzyczną literaturą utopijną, zapominamy jednak o człowieku, którego z dumą możemy określić mianem jednego z książąt fantastyki naukowej. Mam na myśli Stanisława Lema — polskiego pisarza i futurologa. Jego książki to nie tylko doskonale zbudowane historie. Możemy się dzięki nim oddać filozoficznej zadumie nad rozwojem techniki, możliwościami nauki i nad naturą ludzką. Te dzieła uczą, bawiąc.

Zanim przejdę rozważań nad „Powrotem z gwiazd”, chciałbym podzielić się pewną ciekawostką — cytatem znalezionym właśnie w tej powieści, który dowodzi, że Stanisław Lem należał do obdarzonych zmysłem wizjonerskim autorów.

Całe popołudnie spędziłem w księgarni. Nie było w niej książek. Nie drukowano ich już od pół wieku bez mała. A tak się na nie cieszyłem, po mikrofilmach, z których składała się biblioteka „Prometeusza”. Nic z tego. Nie można już było szperać po półkach, ważyć w ręce tomów, czuć ich ciężaru, zapowiadającego rozmiar lektury. Księgarnia przypominała raczej elektronowe laboratorium. Książki to były kryształki z utrwaloną treścią. Czytać można je było przy pomocy optonu. Był nawet podobny do książki, ale o jednej, jedynej stronicy między okładkami. Za dotknięciem pojawiały się na niej kolejne karty tekstu. Ale optonów mało używano, jak mi powiedział robot-sprzedawca. Publiczność wolała lektany – czytały głośno, można je było nastawiać na dowolny rodzaj głosu, tempo i modulację.

Te słowa zostały spisane w 1961 roku, na długo przez elektroniczną rewolucją lat 90. XX wieku i początków XXI wieku. Lem opisuje tutaj księgarnię z czymś, co dziś nazywamy e-bookami i audiobookami.

Świat w „Powrocie z gwiazd”

Kiedy już jako człowiek dorosły usiadłem do lektury „Powrotu z gwiazd”, już po pierwszych słowach poczułem się zmęczony. Mnogość opisów napotykanych przez głównego bohatera ludzi oraz oglądanych przez niego obrazów wyczerpała mój umysł. Miałem ochotę odłożyć tę książkę na półkę, stwierdzając, że jest to literatura nie w moim guście. Postanowiłem jednak wytrwać. Było warto.

Szybko zrozumiałem, że słusznie czułem się przytłoczony narracją. Właśnie o to chodziło autorowi. Geniuszami są ci twórcy, którzy niejako „wciągają” czytelnika w kreowany przez siebie świat. Lem należy do tego grona.

Hal Bregg wraca na ziemię z wyprawy badawczej do odległej gwiazdy. Na pokładzie statku kosmicznego minęło 10 lat, lecz wskutek tzw. dylatacji czasu, na Ziemi upłynęło 120 lat. Wszyscy potrafimy sobie wyobrazić, jak bardzo może się w tym czasie zmienić rzeczywistość. Wystarczy prześledzić historię rozwoju techniki po 1900 roku. Główny bohater powieści czuje się tak samo, jak czułby się człowiek przeniesiony z początku ubiegłego wieku w nasze czasy. Po świecie, w którym dorastał, nie byłoby już prawie śladu.

Szczerze przyznam, że wizja nakreślona przez Stanisława Lema jest przerażająca w swojej prawdziwości. Nie zrozumcie mnie źle, „Powrót do gwiazd” to świetnie napisana książka, jednak jej świetność polega właśnie na tym, że przedstawia wizję z 1961 roku, która w pewnym sensie się urzeczywistnia. Ale o tym za chwilę.

Od pierwszych stron uderza mnogość bodźców, z jakimi spotyka się główny bohater. Wszędzie jest mnóstwo kolorów, różnorakich świateł. Technika rozwinęła się tak bardzo, że filmowe efekty specjalne stały się chlebem powszednim. W parku Hal Bregg spotyka iluminację lwa, która jest tak rzeczywista, że można wręcz dotknąć zwierzęcia.

Nasz bohater szybko zauważa, że znajduje się w mieście składającym się z kilku poziomów, nakładających się jeden na drugi. W ten sposób poradzono sobie z przeludnieniem. Większość akcji powieści odbywa się w zamkniętych pomieszczeniach, co daje klaustrofobiczne odczucia.

Zauważalny jest też brak roślinności. Wszędzie mamy metal, tworzywa sztuczne i inne wymyślne materiały. Kiedy w pewnym momencie Hal napotyka krzew, z radości zjada jego liście.

Panuje obsesja na punkcie bezpieczeństwa. Ludzkości udało się wyeliminować właściwie wszystkie zagrożenia. Kostiumy są tak zaprojektowane, aby amortyzować ewentualny upadek. Fotele dopasowują się do kształtu ciała, aby zlikwidować wszelki dyskomfort. W efekcie ludzie stali się tak delikatni, że zwykłe podanie ręki przez Hala Bregga powoduje ból w ich dłoniach.

Społeczeństwo zmieniło się nie do poznania. W wyniku chemicznego zabiegu „betryzacji” ludzie stracili skłonność do podejmowania ryzyka. Panuje powszechny dobrobyt. Większość produktów i usług jest darmowa, a ludzie oddali się bezmyślnej konsumpcji. Nie muszą wykonywać pracy, ponieważ zajmują się tym roboty. Ludzie zajmują się głównie bezwartościową rozrywką. Zauważalny jest także kult młodości.

Słowo staje się ciałem

Mam świadomość, że sparafrazowałem tekst z początku Ewangelii według Jana. Zrobiłem to z rozmysłem. Podoba mi się to określenie. Język hebrajski jest bogaty w tego rodzaju zwroty. Zgodnie z prawidłami mowy hebrajskiej zdanie: „Słowo stało się ciałem”, należy rozumieć tak — dawno głoszona idea nareszcie się urzeczywistniła. Prorocza wizja Stanisława Lema również zaczyna przybierać widzialną formę.

Jestem przekonany, że przytaczane przeze mnie wizje z powieści „Powrót do gwiazd” budziły w nas konkretne skojarzenia ze zjawiskami, które obserwujemy wokół nas. Czyż nie panuje kult młodości? Czy ludzie nie oszaleli na punkcie swojego wyglądu? Czy nie jesteśmy oddani obsesji bezpieczeństwa? Czy nie tłumi się w nas wszelkich mocniejszych uczuć? Czy nie zabrania nam się dobitnie wyrażać swojego zdania? Na te wszystkie pytania należy uczciwie odpowiedzieć twierdząco. Bezmyślny konsumpcjonizm, poprawność polityczna, brak życiowego celu, lenistwo i powszechne zdziecinnienie obserwujemy na każdym kroku.

Nasz świat niebezpiecznie zbliżył się w swojej formie do obrazu nakreślonego przez Stanisława Lema. Nie mówię, że stanie się dokładnie taki jak w „Powrocie z gwiazd”. Trzeba jednak przyznać, że autor słusznie przewidział kierunek, w którym będziemy zmierzali.

Ten tekst ma być zachętą do tego, aby Czytelnik zapoznał się z książką. Nie chcę nikomu zabierać przyjemności samodzielnego odkrywania mądrości tego wielkiego dzieła. Weźmy sobie do serca jego przestrogę i z całych sił walczmy o to, co słuszne.