− Tu, w mieście, ginie mąż uciśniony w serce, umiera on z żalem w sercu. Patrzyłem z muru i widziałem trupy płynące na rzece oraz wiem, że mnie to również spotka. Zaiste mnie też to spotka bowiem nikt, kto nawet jest najwyższy pośród mężów, nie dosięgnie nieba, a największy nie przykryje ziemi. Dlatego wyjdę w góry, ponieważ nie ustanowiłem swojego imienia wykutego w skale, tak jak moje przeznaczenie kazało. Wyjdę
w góry tam, gdzie drzewo cedrowe jest cięte. Zostawię swoje imię, gdzie imiona sławnych mężów są zapisane, a gdzie nie widnieje żadnego imię, postawię pomnik bogom.
Łzy spłynęły po jego twarzy i rzekł:
− Niestety droga to daleka, że aż dojść muszę do ziemii Humbaby. Jeśli jednak moje przedsięwzięcie ma nie zostać spełnione, dlaczego kierujesz mną Szamaszu, niestrudzoną żądzą jego dokonania?

Epos o Gilgameszu

Jeśli kiedykolwiek doszło do „kryzysu męskości”, to jest to problem tak stary, jak sama cywilizacja. Prawdziwym „kryzysem męskości” jest trwająca i ulegająca ciągłym zmianom walka o znalezienie akceptowalnego kompromisu pomiędzy pierwotną gangsterską męskością, do której mężczyźni przywykli w wyniku ewolucji, a dozą hamulców koniecznych do utrzymania ładu w danym porządku cywilizacyjnym.

Cywilizowane życie i technologia oferują mężczyznom wiele korzyści. Proste, jałowe życie naszych prymitywnych przodków mogło wcale nie być tak okropne, brutalne lub krótkie, jak mówił Hobbes. Głupio byłoby stwierdzić, że mężczyźni niczego nie zyskali dzięki polepszeniu upraw i podziale pracy. Bez tych zmian nie doszłoby do powstania wspaniałych dzieł sztuki, literatury, wielkich budowli i pomników, prasy drukarskiej, laptopów, na których mogę dziś pisać. Niezliczeni ludzie pomarli w ciągu naszej historii od infekcji, które w dzisiejszych czasach każdy może wyleczyć dzięki lekom bez recepty. Rozkoszujemy się obfitymi potrawami i silnym, importowanym winem oraz − co prawdopodobnie najważniejsze − mamy ciągły dostęp do czystej wody pitnej. Mężczyźni pragnęli tych rzeczy tysiące lat temu, wiemy o tym m.in. z eposu o Gilgameszu.

Enkidu narzekał, że stał się słaby i czuł się uciskany przez jałowość cywilizowanego życia. Już od czasów Gilgamesza mężczyźni wiedzieli, że cywilizacja ma swoją cenę. Męskie cnoty są surowe i łatwo ulegają zepsuciu. Samcy są z natury przeciętnie silniejsi od kobiet, chętniej podejmują ryzyko i czują większy popęd do ujarzmiania świata za pomocą techniki − jednak do zaspokojenia tych skłonności potrzebna jest im cywilizacja.