29 marca niespodziewanie odebrałem w mojej poczcie e-mail post zatytułowany „Prośba o patronat medialny i zaproszenie do porozumienia :)”, z plikiem .pdf w załączniku.

Broszurka — jak feministki przekonują do swoich racji?

W pliku była broszurka „Feminizm rozbrojony”. Ładnie ilustrowana, napisana przystępnym językiem, z minimalną ilością nowomowy. Po zapoznaniu się z treścią postanowiłem ją zrecenzować. Ponieważ zgodnie z prawem autorskim to autor ma wyłączność decydowania o tym, gdzie i kiedy ukaże się jego dzieło (i czy w ogóle), na wszelki wypadek nie będzie cytatów. Opiszę jedynie treść własnymi słowami, przeplatając opis komentarzem.

Strona druga broszurki zawiera coś w rodzaju motta – myśli przewodniej i prośby do czytelnika. By zapamiętał, że feminizm oznacza życzliwość i troskę.

Jednak już stronę dalej, w czymś w rodzaju przedmowy wyjaśniającej motywy stworzenia broszurki, wyjaśnia się, że owa życzliwość i troska nie dotyczy chyba wszystkich, skoro autorka wprowadza pojęcie „grupy uprzywilejowanej”, stawiając tezę, że na owej grupie ciąży szczególna odpowiedzialność za poprawę sytuacji „grup uciskanych”. Przy czym, żeby nie było, że to jakiś egoizm, samą siebie także zalicza do „uprzywilejowanych” z racji koloru skóry. W drugim zdaniu wspomniani są co prawda mężczyźni z sugestią, że istnieją i męskie problemy, ale rozwinięcie mówi już wyłącznie o problemach kobiet. Doświadczających przemocy seksualnej, stalkingu, wyzwisk czy nacisków. Tak jakby życie mężczyzny było od tego wolne… albo odczucia kobiety były ważniejsze.

Na kolejnej stronie mamy deklarację w ramce: ta broszurka odkłamuje feminizm. I oryginalną definicję rozwoju cywilizacyjnego, którego miarą ma być traktowanie przez społeczeństwo „najsłabszych” – dzieci, kobiet i zwierząt. Zachętę do dalszej lektury ma stanowić obietnica, że w broszurce zawarta jest nieznana jeszcze czytelnikowi wiedza, a dodatkową nagrodą będzie odkrycie w sobie nieczynnych dotąd pokładów dobra i empatii.

Właściwa treść

Przejdźmy do właściwej treści. Zaczyna się od definicji, z którymi nie sposób się zgodzić, gdyż przypisują kobietom wyłączność na bycie uciskanymi oraz wiążą seksizm z patriarchatem. Na deser ilustracja: reklama napoju energetycznego „Devil” , oczywiście w wersji z „poniżaną” kobietą… Wzmianki o istnieniu wersji z „poniżanym” mężczyzną oczywiście brak. W ramce za to opis przegranej przez producenta sprawy ze stowarzyszeniem Twoja Sprawa.

Ale uwaga! Na stronie 8 mamy tytuł „Wsparcie mężczyzn”! Czyżby jednak jakaś deklaracja empatii w stronę drugiej płci? Oj, nie… To postulat takiego „przetransformowania” męskości, by zaczęła ona służyć feminizmowi. Serio! Zdaniem autorki, również dla dobra mężczyzn.

Romantyczne kobiety ofiarami mężczyzn

Kolejne strony chyba lepiej zrecenzowałby ktoś bardziej biegły w psychologii ewolucyjnej i Red Pill. W każdym razie tezy, które tam padają, są dość karkołomne. Kobiety mają rzekomo pragnąć romantycznej miłości, a następnie być rozczarowane sprowadzeniem ich do roli sług i niewolnic seksualnych przez niedobrych mężczyzn. Pada propozycja innego modelu: partnerstwa, akceptacji, dbałości o potrzeby drugiego partnera. Brzmi ładnie, niestety, jest utopią. Kobiet nie interesują mężczyźni stojący niżej od nich na drabinie społecznej i sam ten fakt wystarczy, by tę kolorową mydlaną bańkę przekłuć.

Nie zwracajcie uwagi na urodę kobiet!

Strona 12: krytyka wymogów wobec kobiecej urody. Pada zarzut: mężczyźni pytają w pierwszej kolejności o to, czy kobieta jest ładna. Cóż, kobiety pytają o zasoby, czasem lekko to kamuflując, ale jednak. Nie śmiałbym tego wartościować. Standardowy zarzut „sprowadzenia do obiektu seksualnego” (nieprawdziwy, seks to jeden z elementów, dla wielu mężczyzn wcale nie decydujący, choć istotny). Można odbić piłeczkę: sprowadzenie do roli bankomatu. Tylko jak się to ma do deklaracji wzajemnego zrozumienia potrzeb i współpracy? Skoro mężczyźni potrzebują atrakcyjności fizycznej partnerki, to gdzie zrozumienie tego prostego faktu? Brak, mamy za to manipulację poprzez podanie przykładów opresji wobec ciała kobiet (krępowanie stóp, operacje plastyczne), do których autorka zalicza także… tipsy czy sztuczne rzęsy (!). Ileż to razy czytałem, że kobiety nie robią tego dla mężczyzn, a po prostu chcąc czuć się atrakcyjnymi… Kto kłamie?

I postulat: przestańmy mówić kobietom, jak mają wyglądać. Moje ciało, moja sprawa. Przecież tak właśnie jest. O co chodzi? O mniejsze zainteresowanie mężczyzn kobietami mniej atrakcyjnymi fizycznie? Instynktów mężczyźni zmienić nie potrafią, nawet gdyby chcieli. A kobiety są nawet bardziej wybredne pod tym względem.

Mężczyzno, potrzeby seksualne realizuj sobie sam!

Strona 14: seksualność. Tu dopiero mamy kuriozum! Uczciwa deklaracja mężczyzny: „Mam większe od twoich potrzeby seksualne, więc będę musiał poszukać ich realizacji gdzie indziej” to „podporządkowanie i wykorzystywanie”. Co zatem, zdaniem autorki, ma zrobić mężczyzna w takiej sytuacji? Sam zadbać o swoje potrzeby seksualne. Dokładnie tak napisała: mężczyźni mają przestać wymagać, by ktoś inni niż oni sami dbał o ich potrzeby seksualne. Przepraszam bardzo, ale po co sprawnemu seksualnie mężczyźnie taki związek? Sami dbać o zaspokojenie możemy, nie inwestując czasu, energii i zasobów. No i gdzie to zrozumienie, deklarowane na początku, wyparowało?

Stronę dalej mamy postulat prac nad męską antykoncepcją w celu zdjęcia ciężaru myślenia o zabezpieczeniu z kobiet. Tyle tylko, że to właśnie kobiety, w tym feministki, blokują postępy męskiej antykoncepcji

Aborcja

Postulat 3: aborcja. Przedstawiona jako wyłącznie kobieca decyzja i naturalne prawo kobiety. Współdecydowanie ojca na równych prawach, „aborcja prawna” – obie wynikające z zasady niedyskryminacji i równych praw? A gdzieżby, brak wzmianki.

Postulat dyskryminacji „pozytywnej”

Postulat 4: równość klas (?) i „przywileje białych”. Jakiś konkret może? Owszem: programy wspierające grupy „słabsze”, czyli systemowa dyskryminacja mężczyzn i systemowa dyskryminacja białych, nazwana „dyskryminacją pozytywną”. Czyli wyjście poza równe prawa, domaganie się przywilejów.

Samotne matki wychowują „najwartościowsze jednostki”?!

Punkt 5. Samotne matki. Tu już mamy rażące kłamstwo.  Wystarczy przeanalizować, co mają między sobą wspólnego biografie większości seryjnych czy masowych morderców albo gwałcicieli. W broszurce mamy natomiast zdanie, że samotne matki wychowały „niektórych najbardziej wartościowych w naszym społeczeństwie mężczyzn”. Co postuluje autorka? Wsparcie finansowe dla samotnych matek.  Przypominając, że niealimentacja to przestępstwo. O opiece równoważnej nie wspomina.

Podział obowiązków, role domowe i zawodowe

Punkt 6.: równowaga praca-dom. Narzekania na patriarchalny, kapitalistyczny ucisk, w którym nisko opłacana praca nie daje wyzwolenia. Po czym pada postulat, by praca w domu była odpłatna. Ale — uwaga — jedynie ta w rolach tradycyjnie przypisywanych kobiecie. Czyli za sprzątanie, pranie, gotowanie czy zajmowanie się dziećmi miałoby w tej wizji płacić społeczeństwo. Natomiast przekopanie ogródka, naprawy, bycie kierowcą, biurem doradztwa prawnego, składanie mebli i inne zajęcia „męskie” miałyby pozostać nieodpłatne. Dobrze przynajmniej, że odpłatność za „kobiece” zajęcia autorka przewiduje także dla mężczyzn. Nie precyzuje niestety, czy pomaganie żonie/mężowi będzie wynagradzane, i w jakim wymiarze, oraz kto i na jakiej podstawie miałby to wyceniać. Finansowanie łaskawie pominę milczeniem.

Opresja wobec ciała

Punkt 7: tu z wieloma tezami się zgodzę. Obrzezanie tak kobiet, jak i mężczyzn powinno być zakazane, przy czym w przypadku kobiet jest to okaleczenie dalece bardziej dotkliwe. W państwach arabskich kobiety nie mają równych praw. Ale co ma do tego turystyka seksualna w Tajlandii, czy w ogóle gdziekolwiek? Jeśli kobieta robi to dobrowolnie, wybrała takie życie, to co komukolwiek do tego? Jeśli jest zmuszana, to chyba są stosowne służby, które powinny interweniować. Także w Tajlandii.

Znowu problem z rasami

Punkt 8: teza, jakoby rasy inne niż biała były dyskryminowane. Moje doświadczenie życiowe mówi mi, że wcale niekoniecznie, a bywa nawet wręcz przeciwnie. Są miejsca na świecie, gdzie to biali są prześladowani, jak na przykład Południowa Afryka. BBC  czy brytyjska Straż Pożarna  w ogłoszeniach o stażu, czy pracy wykluczają białoskórych kandydatów. Ja nie mam żadnego problemu z innymi rasami, wręcz domagam się równych praw dla wszystkich. Równych. Nie większych.

Przemoc domowa i „toksyczna męskość”

Punkt 9: przemoc domowa. O tym zarówno ja, jak i inni autorzy z kręgu MRA napisali już mnóstwo. Nikt nie neguje zjawiska przemocy wobec kobiet, natomiast niedopuszczalna jest narracja monopolizująca współczucie dla ofiar przemocy, wykluczająca mężczyzn będących ofiarami. Niedopuszczalne są manipulacje statystykami i pomijanie badań naukowych przeczących tezie jakoby przemoc miała płeć męską. Doceniam jednak, że podsumowanie autorka napisała neutralnie, a zarys programu przeciwdziałania jest sensowny (edukacja, alternatywne formy rozładowania agresji, np. sport, psychoterapia, wsparcie dla osób opuszczających przemocowego partnera).

Punkt 10: „toksyczna męskość” wynikająca rzekomo z patriarchatu. Receptą na to jest zdaniem autorki przemodelowanie męskich wzorców na wspierające feminizm. [westchnięcie]

Małżeństwo, rodzicielstwo, związki

Punkt 11: rodzicielstwo. Teza: dzieci wzrastają w środowisku pełnym przemocy i trzeba to zmienić. Postulat to większe zaangażowanie mężczyzn w rodzicielstwo, co miałoby „wyłączyć” agresję i skłonność do dominacji. Z czego wynika, że autorka uważa iż wyłącznie (a co najmniej głównie) mężczyźni odpowiadają za przemoc, z czym się nie zgadzam.

Punkt 12: małżeństwo. Kobiety ponoć często narzekają na brak wiedzy i umiejętności partnerów w dostarczaniu im przyjemności – jest to jakaś sugestia, poprawa tego elementu mogłaby zwiększyć chęć żon do współżycia. Nie wiem natomiast, jaki model związku autorce odpowiada, bo skrytykowała zarówno model małżeński jak i alternatywne. We wszystkich podobno to mężczyzna zyskuje. Narzeka też na podział obowiązków.

Punkt 13: starzenie się kobiet. Kobiety muszą mierzyć się z groźbą porzucenia przez mężczyznę na rzecz partnerki bardziej atrakcyjnej fizycznie. To prawda, zdarza się tak. Ale mężczyźni mierzą się z groźbą porzucenia na rzecz innego mężczyzny, z większymi zasobami lub lepszą pozycją społeczną… Czyli związki bywają niestabilne dla obydwu płci, a nie jedynie dla kobiet.

Mniejszości

Punkt 14: inne orientacje seksualne, mniejszości, inne rasy. Omówiłem wyżej, poza mniejszościami seksualnymi. Do których nic nie mam, naprawdę nie obchodzi mnie, co dorośli ludzie robią ze sobą za wspólną zgodą. Nie chcę jedynie, by powstała kolejna kategoria ludzi uprzywilejowanych pod pretekstem bycia dyskryminowanymi…

Religia i duchowość

Punkt 15: duchowość. Autorka narzeka, że wielkie religie są patriarchalne i w większości z nich główne bóstwo jest męskie. Cóż, mamy wolność religijną i całe mnóstwo bogiń do wyboru. Naprawdę nie widzę tu żadnego problemu.

Wizja powszechnego szczęścia po zrealizowaniu postulatów feminizmu

Punkt 16: deklaracja sprzeczna z treścią broszurki. Mianowicie wizja świata bez dyskryminacji, w którym każdy może się realizować. Autorka stwierdza, że ruch skupiający się wyłącznie na kobietach nie doprowadzi do istotnych zmian. Ja dopowiem, że dodanie do kobiet mniejszości seksualnych, etnicznych, rasowych itp. przy pomijaniu problemów grup a priori uznanych za „uprzywilejowane” także nie doprowadzi do prawdziwych zmian, a jedynie do zamiany miejsc. Co już się zresztą coraz częściej dzieje.

Odpowiedź

Odpisałem na ten e-mail. Napisałem, że broszurka zawiera tezy, z którymi się nie identyfikuję, że jest gynocentryczna i zawiera manipulacje. Podałem konkretne przykłady. W odpowiedzi przeczytałem, że jakaś koleżanka autorki nie była w stanie przeczytać „tych jego [moich] rzygów” do końca. I tak właśnie wygląda życzliwość i troska w feminizmie. Nawet rozbrojonym.

Wykorzystano ilustrację z repozytorium Wikimedia Commons, autor: Stellan Klint, licencja: CC-by-sa-4.0