Od kilku dni afera firmy Code&Pepper nie schodzi z gorących tematów w serwisie wykop.pl. Z treści ogłoszenia o pracy wynikały wprost przywileje dla kobiet, co jest sprzeczne z Kodeksem Pracy.

Ogłoszenie

Cała sprawa zaczęła się od ogłoszenia następującej treści: „Hej Dziewczyny! Tu Olga. Od 3 lat pracuję w Code & Pepper jako Head of Account Management. Jako gorliwa zwolenniczka obecności kobiet w środowisku IT, szukam programistek, które chciałyby dołączyć do naszego zespołu. Dla dziewczyn mamy specjalne benefity, tj. dodatkowy dzień wolny w miesiącu, finansowanie szkoleń czy wsparcie eksperckie. Serdecznie zapraszam do aplikowania wszystkie seniorki Ruby!” (podkreślenie moje). I właśnie o to zdanie rozpętała się burza. Użytkownicy wykopu zinterpretowali je jako dyskryminację mężczyzn.

Kolejne znaleziska na Wykopie

Aferę rozpoczął użytkownik Ravill wpisem na mikroblogu, następnie z jego wpisu zrobiono osobne znalezisko.  Użytkownicy Wykopu doszukali się, że firma Code & Pepper korzysta ze środków publicznych, a konkretnie ma siedzibę w parku technologicznym, którego udziałowcami są m.in. miasto Suwałki i Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości. Osobne znaleziska dotyczyły usunięcia przez Code & Pepper opinii z Facebooka oraz map Google.

Echa w mediach

Sprawę skomentował portal bezprawnik.pl, który podniósł, że obrazek, od którego zaczęła się afera, nie był ofertą pracy, lecz reklamą, skierowana do kobiet. Owszem, jest to praktykowane w mediach społecznościowych dość często. Nawet jednak w takim przypadku informacja o przywilejach dla kobiet albo jest nieprawdziwa, albo niezgodna z prawem. Tertium non datur. Natomiast prawdą jest, co sprawdziłem, że ogłoszenie o pracy zamieszczone na stronie firmy Code & Pepper nie zawiera treści dyskryminujących kogokolwiek. Drugi artykuł, popełniony przez Arkadiusza Przybysza, ukazał się na portalu INN:Poland.pl i do niego właśnie chcę się odnieść.

Wybielanie, relatywizacja i inne sztuczki

Podobnie jak w artykule na Bezprawniku, także INN:Poland zauważa, że kwestionowany materiał nie jest ogłoszeniem o pracę, lecz reklamą. I z tym nawet mógłbym się od biedy zgodzić, tyle tylko, że zdanie, które w tej reklamie podkreśliłem i tak nie miało prawa się tam znaleźć i jest jawnie dyskryminujące. I żadna relatywizacja tu nie pomoże. Tymczasem autor, Arkadiusz Przybysz, osią swojego tekstu czyni… atak na osoby krytykujące treść reklamy. Większym problemem jest dla niego  rzekoma hipokryzja użytkowników wykopu niż praktyki dyskryminacyjne.

Hipokryzja?

Jak uzasadnia zarzut hipokryzji? Tym, że przy innych okazjach użytkownicy Wykopu bronili swobody zatrudnienia, a odwołania do niedyskryminacji, równości itp. nazywali „lewacką propagandą”. Pan Arkadiusz coś jednak pominął. Mianowicie to, że można być jak najbardziej zwolennikiem swobody zatrudniania i jednocześnie uważać, że zakaz dyskryminacji powinien obowiązywać wszędzie tam, gdzie działalność korzysta ze wsparcia ze środków publicznych. Można także uważać, że swoboda zatrudniania kogo się chce, jest stanem docelowym. Natomiast dopóki obowiązują przepisy zakazujące dyskryminacji, powinny dotyczyć wszystkich, gdyż wyłączania z nich mężczyzn jest dyskryminacją tychże.

Polemika

Już sam tytuł artykułu pozwala się domyślać, że obiektywny to on raczej nie będzie. Cytuję: „Burza wokół ogłoszenia o pracę. W skandalicznych komentarzach bronią „męskiej dumy””. A jakież to skandaliczne komentarze ma pan Arkadiusz na myśli? Zacytował jeden jedyny. O tym, że „kobieta w IT to jak świnka morska: ani świnka, ani morska”. Rzeczywiście, straszne. I to niby ma być argument, który neguje niedopuszczalność praktyk dyskryminacyjnych? To może ja poszukam jakichś mizoandrycznych wypowiedzi pod artykułem o alimentach i na tej podstawie wysnuję tezę, że mężczyźni nie powinni ich płacić? Zasada ta sama.

Dalej mamy jeszcze ciekawiej. Pada teza, że „informacje o dyskryminacji są mocno przesadzone”, a ogłoszenie jest „źle zredagowane” i może być odczytane jako dyskryminujące „przy złej woli”. Ja uważam, że dokładnie odwrotnie: nawet przy maksymalnym natężeniu dobrej woli nie da się nie zauważyć dyskryminacji mężczyzn. Ale pan Przybysz i z tym sobie poradzi. Zauważa mianowicie, że „dzień wolny w trakcie okresu pozwoliłby wielu kobietom pracować znacznie efektywniej w sytuacji, gdy muszą walczyć nie tylko z pracą, ale i z własnym ciałem”. Zatem metodą zwiększenia wydajności jest zwiększanie wymiaru dni wolnych. Rozumiem, że przy 365 dniach wolnych w roku wydajność byłaby rekordowa, możliwa do pobicia jedynie w latach przestępnych… A co z finansowaniem szkoleń i wsparciem eksperckim tylko dla pań? Nic, to nie wygodne, więc pan Artur przemilcza.

To tylko Wykop, nie ma się czym przejmować

Następnie autor konkluduje, że w sumie to Wykopem nie ma co się przejmować, bo użytkownicy sobie popiszą, pokrzyczą, i zapomną, zajmując się nową aferą. Wątpi też, czy — wbrew deklaracjom — Państwowa Inspekcja Pracy w ogóle została powiadomiona. No i tutaj myli się bardzo, bo prawdopodobnie została, a nawet jeśli nie, to powiadomiłem ją ja.

W ostatnim akapicie pan Przybysz stwierdza, że w sumie to dobrze, że są takie akcje, bo w branży IT potrzeba kobiet. Bo obecność kobiet zwiększa wydajność, co wynika z danych firmy McKinsey.

Podsumowując, na portalu INN:Poland mamy propagandowy tekst pisany pod tezę, z zaginaniem rzeczywistości i całkowicie błędnymi priorytetami (niestosowne komentarze ważniejsze od łamania Kodeksu Pracy).

Wierzę, że Państwowa Inspekcja Pracy nie będzie stronnicza i przeprowadzi gruntowną kontrolę w firmie Code & Pepper, pod kątem stosowania w niej praktyk dyskryminacyjnych.