Świat mknie coraz szybciej, ale jestem przekonany, że nadeszła chwila, aby w codziennym pospiechu zatrzymać się i znaleźć więcej czasu na filozoficzną zadumę. Każdy z nas powinien być filozofem.

Słowem wstępu

Na początek kilka słów, które mogą się Czytelnikowi wydawać niezwiązane z treścią artykułu, jednak w rzeczywistości wprowadzają w jego klimat.

Osoby śledzące moje poczytania w sieci, pyta mnie dlaczego nie przyjmę planu, aby umieszczać treści regularnie, powiedzmy w każdą niedzielę rano. Teoretycznie jest to dobry pomysł, ponieważ czytelnik mógłby się przyzwyczaić do zaglądania do mojego bloga i profili w mediach społecznościowych w określonej porze, i oczekiwać, że właśnie wtedy zapozna się z nowymi treściami.

Podchodząc do tego czysto technicznie, jestem właściwie gotów do pisania codziennie. Mam „lekkie pióro”, mogę ględzić na dowolny temat, tyle że wtedy to będzie bardziej grafomania niż publicystyka. Rzetelny twórca natomiast dba przede wszystkim o jakość swojej pracy. Jej efekt, co prawda, będzie zawsze przyjmowany z zachwytem przez jednych i spotka się z krytyką innych, ale chodzi o to, aby twórca czuł się spełniony. Staram się pisać tak, abyście wzięli coś z ducha, a nie czytali suchy, w miarę stylistycznie poprawny tekst. Aby tekst miał w sobie „tchnienie”, konieczne jest, abym głęboko przeżywał to, o czym piszę. A nie mogę obiecać, że będę „wkręcony” w dany temat akurat w niedzielę rano.

W czasach pośpiechu brakuje nam czegoś, co nie jest produkowane seryjnie, ale posiada wyjątkową jakość.

Do rzeczy…

Myślenie zaczyna się od pytania „dlaczego?”. Tak, myślenie to nie po prostu odtwarzanie w myślach historii ostatnio oglądanej w telewizji opery mydlanej. Myślenie to nie umiejętność zrozumienia czytanego tekstu (choć w dzisiejszych czasach wielu ludzi ma z tym poważny problem). Myślenie to nie zdolność przypomnienia sobie, o czym się rozmawiało z przyjaciółmi podczas ostatniej imprezy. Wielu ludzi oświadczając, że „przemyśli sobie to lub owo”, tak naprawdę przywołuje jedynie w pamięci od dawna znane argumenty, nie wnosząc ani jednego nowego wniosku. To też nie jest myślenie.

To jest jakiś rodzaj myślenia, to jest myślenie, ale jedynie w pewnym sensie. Prawdziwe myślenie to trud wnikliwej obserwacji i samodzielnego wyciągania wniosków. To umiejętność zadawania trafnych pytań i znajdowania na nie prawidłowych odpowiedzi. Jest to trud tak wielki, że wielu ludzi zdaje się robić wszystko, aby go uniknąć i dlatego szukają opinii, które ich zdaniem są słuszne, bo im takie pasują, i biorą je za swoje. Po wszystkim mogą wygodnie usiąść, włączyć telewizję, przeczytać łatwą i przyjemną książkę i uważać się za mądrych, doinformowanych ludzi, którzy mają wyrobioną opinie na właściwie każdy temat.

Wszystko jest względne?

Dlaczego zatem (bo przecież prawdziwie myślący człowiek zadaję często pytanie „dlaczego?”) tytuł tego felietonu nie brzmi: „Czym jest filozofia?”, a zamiast tego mamy wtrącone dwa słowa „dla mnie”?

Przyczyna jest prosta – żyjemy w czasach, w których ludzie zdążyli się odzwyczaić od posiadania twardych poglądów. Od ludzi kreujących opinię publiczną wymaga się, aby po wypowiedzeniu się w danej kwestii, od razu zaznaczyli, że nie są pewni tego, co sądzą, i niejako na wszelki wypadek przeprosili, że w ogóle śmieli mieć inne zdanie niż ktokolwiek z odbiorców. Gdybym zatytułował ten wpis „Czym jest filozofia?” zaraz pojawiłby się komentarz, że ktoś się nie ze mną nie zgadza, bo jego zdaniem filozofia jest czymś innym. Pod takim komentarzem ktoś inny umieściłby kolejny, w którym wyraziłby oburzenie zdaniem poprzednika i jednocześnie jego zdanie nie zgadzałoby się z moim. Dyskusja w takich przypadkach toczy się dalej i nie ma bynajmniej na celu ustalenia, czym filozofia jest, a raczej każdy z uczestników będzie się starał popisać oryginalnością swojej definicji. Każdy będzie chciał być mądrzejszy i fajniejszy. Możemy mówić o swojego rodzaju cudzie, jeśli jeden drugiego nie nawyzywa od debili. Tak to wygląda w większości forów i grup dyskusyjnych.

Nauka płynąca ze sztuki

Ta rzeźba Rodina, którą widzimy poniżej, mocno działa na mój umysł. Samo patrzenie na nią zawsze rodzi wiele emocji i przemyśleń. Widzimy siedzącego na kamieniu nagiego mężczyznę. Nie trzeba być mistrzem interpretacji, aby domyślić się, że jest on pogrążony w głębokiej zadumie. W tym momencie dam upust swojej fantazji analitycznej i stwierdzę, że dla mnie jego nagość nie jest bez znaczenia. Nie ma stroju, więc nie możemy określić, kim jest, jaki zawód wykonuje, jaką zajmuje pozycję społeczną. Jest jednym z nas i może być każdym z nas. Coś go trapi, ale raczej nie smuci, a przynajmniej nic nie sugeruje smutku. Zmaga się z jakimś nurtującym problemem. Kuli się, co symbolizuje zamknięcie się z tym problemem wewnątrz siebie. Obserwujemy filozofa w jego zamyśleniu. Dla wielu znawców dzieło to nie bez przyczyny stanowi symbol filozofii.

Myśliclel

„Myśliciel” – rzeźba w brązie/marmurze autorstwa Auguste’a Rodina wykonana w 1902 roku.

Powszechna niechęć do myślicielstwa

Napisałem, że przedstawiony na rzeźbie Rodina myśliciel, jest jednym z nas i może być każdym z nas. Pragnę w tym miejscu położyć nacisk na słowo „może”. Kiedy patrzę na otaczający świat przychodzą mi bowiem na myśl dwie rzeczy. Z jednej strony mam gorące życzenie, aby każdy człowiek z osobna był podobny do postaci z naszej rzeźby. Z drugiej strony widzę rzeczywistość, która pozostawia wiele do życzenia.

Dorastałem w Polsce. Kiedy ustrój PRL-u upadł, miałem 4 lata. Wychowałem się zatem w postkomunistycznej atmosferze. Moi rodzice dorastali w poprzednim systemie. Ich pokoleniu skutecznie wpojono, że prawdziwą wartość ma jedynie praca klasy robotniczej, czyli praca rąk. Intelektualiści byli uważani za wrogów systemu. Propaganda obrzydzała społeczeństwu pracowników umysłowych i filozofów, przedstawiając ich jako klasę próżniaczą. Do dziś „filozofować” oznacza gadać bez sensu i celu.

Niechęć do myślicielstwa ma w dzisiejszych czasach co prawda inny wymiar, ale nadal jest obecna w sercach i umysłach. Przede wszystkim przejawia się to w tym, że czcimy raczej ludzi aktywnych, którzy od myśli natychmiast przechodzą do czynu. Widać to między innymi w polityce. Rozważni politycy, delikatnie mówiąc, nie są w modzie. Postrzegani są jako nudni panowie, którzy chcieliby tylko zastanawiać się i gadać, zamiast organizować akcje, marsze, pochody, protesty. Tymczasem ludzie nigdy bardziej niż obecnie nie potrzebowali spajającej wszystko rozwagi.

Żyjemy szybko, jesteśmy rozdzierani przez masę oferowanych nam pomysłów i idei. Pośród wielu sprzecznych ze sobą wizji świata , wybieramy sobie bez zastanowienia tę, która nam z grubsza odpowiada i uznajemy za swoją. Krocząc ścieżką życia, zamiast usiąść jak nasz myśliciel z rzeźby i zmagać się w procesie rozważania, oglądamy się ślepo na przykład innych. I błądzimy…

Filozofia jako styl życia

Zawsze zachęcam ludzi do ubrania myślicielstwa jako stylu życia. Można powiedzieć, że myśliciel to gatunek człowieka zagrożony wyginięciem. Musimy wskrzesić myślicielstwo jako naszą codzienną życiową postawę. W świecie szalejących emocji i chaosu, stanowi to jedyne lekarstwo.

Kim jest myśliciel? Według Słownika Języka Polskiego jest to:

człowiek dążący do poznania i rozumienia rzeczywistości, poszukujący prawdy o życiu, ludziach i świecie.

Myśliciel to człowiek poddający wszystko krytycznej analizie. Nie chce mieć racji, chce poznać prawdę. Zadaje mnóstwo szczegółowych pytań, które pomagają mu wniknąć w istotę zjawiska, które bada lub problemu, z którym się zmaga. Stara się poznawać świat całościowo, zasięgając informacji z różnych źródeł. Słucha opinii ludzi, czyta wiele różnych książek. Zdobyte informacje poddaje ocenie pod względem jakości. Taki proces zrozumienia świata można określić jako „wnikliwe dociekanie”.

Myśliciel stając przed jakąś decyzją, niczym szachista rozważa swój ruch. Przewiduje jego skutki, analizuje różne scenariusze. Taką postawę można określić mianem „przezornej roztropności„.

Końcowa zachęta

A teraz spójrzmy jeszcze raz na rzeźbę Rodina. Niech to jednak nie będzie przysłowiowy „rzut oka”. Przyglądajmy się jej, pozwólmy jej do nas przemówić. I niech jej przesłanie stanowi dla nas zachętę do zmiany, do jak najczęstszego korzystania z daru, jakim jest rozum.