Pośród wielu zajęć potrzebujemy czasu na chwilę wytchnienia. Warto znaleźć sobie wyrafinowany  rytuał, który pozwoli nam oddzielić się od natłoku zadań oraz pomoże odzyskać siły fizyczne i umysłowe.

Książka wszechczasów

Jakiś czas temu na swoim profilu na Instagramie zrobiłem ankietę, w której zapytałem swoich obserwujących, jakie dzieło uważają za książkę wszechczasów. Odpowiedzi były różne. W zdecydowanej większości mowa była o klasyce literatury. Jedna z odpowiedzi dała mi jednak szczególnie do myślenia. Moja koleżanka — lekarka, która wyemigrowała kilka lat temu do USA, jako książkę wszechczasów wytypowała „Pana Tadeusza” Adama Mickiewicza.

Dość osobliwy wybór jak na dzisiejsze czasy, nieprawdaż? Obserwuję książkowe profile na Instagramie, nawet te wyjątkowo ambitne, i próżno tam szukać zachwytu nad „Panem Tadeuszem”. To lektura dla wyjątkowych smakoszy literatury lub osób, które mają szczególny sentyment do tej lektury ze względu na jakieś osobiste doświadczenia, jak na przykład moja droga koleżanka, żyjąca na obcej ziemi, której być może ta książka przypomina Polskę.

Ja sam nie określiłbym „Pana Tadeusza” mianem książki wszechczasów. Nie jest ona nawet w pierwszej dziesiątce moich ulubionych książek. Muszę jednak stwierdzić, że w miarę jak dojrzewam jako czytelnik, zdecydowanie pnie się w górę na liście. To kwestia dorastającego gustu. Podobnie jest ze smakowaniem alkoholi — komuś, kto pije słodzone piwa, raczej nie będzie smakowała dziesięcioletnia whisky. Ktoś, kto zalewa wrzątkiem rozpuszczalną kawę z garścią cukru, nie zachwyci się smakiem kawy rzadkiego gatunku. „Pan Tadeusz” to dzieło literackiego kunsztu i trzeba być wytrawnym czytelnikiem, żeby najpierw dojrzeć zawarte w nim smakowite kąski, a następnie żuć je wydobywając wyjątkowy smak.

Staropolski rytuał picia kawy

W księdze II „Pana Tadeusza” zatytułowanej „Zamek” w wersetach od 493 do 510 znajduje się jeden ze wspomnianych wcześniej smakowitych literackich kąsków. Opisane jest tutaj szlacheckie śniadanie, którego głównym punktem jest picie kawy. Zobaczcie sami ten opis:

”Różne też były dla dam i mężczyzn potrawy.

Tu roznoszono tace z całą służbą kawy.

Tace ogromne, w kwiaty ślicznie malowane,

Na nich kurzące wonnie imbryki blaszane,

I z porcelany Śląskiej złote filiżanki;

Przy każdej garnuszeczek mały do śmietanki.

Takiej kawy, jak w Polszcze, nie ma w żadnym kraju.

W Polszcze, w domu porządnym, z dawnego zwyczaju,

Jest do robienia kawy osobna niewiasta.

Nazywa się kawiarka; ta sprowadza z miasta

Lub z wicin bierze ziarnka w najlepszym gatunku,

I zna tajne sposoby gotowania trunku,

Który ma czarność węgla, przejrzystość bursztynu,

Zapach mokki i gęstość miodowego płynu.

Wiadomo, czem dla kawy jest dobra śmietana;

Na wsi nietrudno o nię: bo kawiarka z rana,

Przystawiwszy imbryki, odwiedza mleczarnie,

I sama lekko świeży nabiału kwiat garnie

Do każdej filiżanki w osobny garnuszek,

Aby każdą z nich ubrać w osobny kożuszek”

Czytam te słowa ciągle na nowo i wczuwam się w nie. Jak widzimy picie kawy było szczególnym wydarzeniem. Do przygotowywania naparu była zatrudniona specjalna osoba, która oprócz tego nie miała żadnych innych obowiązków. Można powiedzieć, że była kapłanką w świątyni kawy. Miała szczególne umiejętności. Pieczołowicie dbała o świeżość i wyjątkową jakość składników. Napar „który ma czarność węgla, przejrzystość bursztynu, zapach mokki i gęstość miodowego płynu” nalewała w „z porcelany saskiej złote filiżanki”, stawiała na „tace ogromne, w kwiaty ślicznie malowane”. Słowem – był to niemal religijny rytuał, w którym oprócz przedmiotu czci, ważna była wyjątkowa oprawa. Bohaterem śniadania była jednak przede wszystkim kawa przygotowana z „ziarnek w najlepszym gatunku”.

Jak dzisiaj pijemy kawę?

A jak my dzisiaj pijemy kawę? Zazwyczaj wsypujemy do zwykłego kubka łyżkę, dwie lub trzy granulowanej kawy rozpuszczalnej, zalewamy gorącą wodą, dodajemy cukier i odrobinę mleka. Inni piją kawę parzoną z fusami pływającymi po powierzchni. Za szczyt kunsztu uważana jest kawa z ekspresu. Pijemy ją w pośpiechu, w międzyczasie czytając „Pudelka” lub wiadomości z kraju i ze świata. Kawa to dziś nie wyrafinowana, subtelna przyjemność, ale tani narkotyk, który ma nam pomagać w podążaniu za pędem życia.

Jeden z moich życiowych nauczycieli polecił mi kiedyś obserwować ludzi pijących kawę. Nauczył mnie, że ze sposobu spożywania kawy, możemy się wiele dowiedzieć o człowieku. „Ci” – mówił, „którzy piją kawę w pośpiechu, to ludzie często wybuchowi, ze słomianym zapałem, niestali, a jeśli to kobiety, to raczej nie będziesz miał z nich radości – będzie szybko i mało intensywnie. Ci natomiast, którzy piją kawę wolno, to ludzie spokojniejsi, wyważeni, opanowani, myśliciele, marzyciele, a jeśli to kobiety – to dopowiedz sobie sam”. Miał dużo racji. Moje własne obserwacje potwierdziły słuszność jego słów.

Ja sam uzupełniłem jego teorię o nowe obserwacje. Przyglądałem się wyrazowi twarzy podczas pierwszego łyka. Zauważyłem, że niektórzy (a jest to niewielka grupa ludzi) biorą filiżankę lub kubek do ręki i zanim się napiją, zamykają oczy. To tak, jakby chcieli wyłączyć zmysł wzroku, aby skupić się na aromacie. Dodatkowo przed wypiciem pierwszego łyka, zawieszają nos nad filiżanką i wąchają. Zauważyłem, że tacy ludzie mają wyrafinowany gust również w innych dziedzinach życia, są wrażliwi na subtelności.

Cudze chwalicie, a swego nie znacie”

Zachwycamy się różnymi codziennymi rytuałami Dalekiego Wschodu, jak np. rytuał picia herbaty. Jak zwykle – „cudze chwalicie, a swego nie znacie”. Adam Mickiewicz w „Panu Tadeuszu” w wielu pięknych obrazach uwiecznił naszą rodzimą, szlachecką kulturę. W omawianym tutaj fragmencie pokazał nam niepowtarzalny obrzęd picia kawy, wypracowany przez szlachtę dawnej Litwy. Kawa przyszła do nas od Arabów, zapoznaliśmy się z jej smakiem na polach pod Wiedniem po zwycięskiej bitwie nad Turkami, ale zabraliśmy ją na nasze złote, polskie pola i stworzyliśmy wyjątkową kulturę jej picia. Może należałoby wskrzesić ten zwyczaj, zamiast oglądać się na obcych?

Picie kawy jako codzienny rytuał relaksacyjny

Wystarczy jedna wizyta w kawiarni, żeby się przekonać, że kawa ziarnista dobrego gatunku jest niekiedy wielokrotnie droższa od tej w supermarkecie. Szybkie wyliczenia pokazują, że nijak nie kalkuluje nam się kupować takich drogich ziaren. Oceniając pod tym kątem, grzecznie wrócimy do sklepu spożywczego po dobrze znaną kawę mieloną popularnych marek.

Spójrzmy na to jednak z innej strony. Załóżmy, że kupujemy w kawiarni kawę trzykrotnie droższą od „sklepowej”. Czy będziemy musieli na naszą przyjemność wydawać trzy razy więcej? Mam inną propozycję. Duch arystokratyczny nakazuje stawiać na jakość, nie na ilość. Zamiast pić w pośpiechu i niedbale trzy razy dziennie kawę marnego gatunku, kupmy tą lepszą i pijmy ją raz dziennie, ale za to przygotujmy ją z namaszczeniem, zadbajmy o spokój i ciszę, oprawę w postaci dobrej zastawy oraz o inne istotne szczegóły. Delektujmy się chwilą, z każdym łykiem spijając nie tylko czarny napar, ale całą atmosferę wokół. Niech to będzie mistyczne przeżycie. Spędźmy tę chwilę na rozmyślaniach, z dobrą książką lub w doborowym towarzystwie.

Moim marzeniem jest, aby waszemu rytuałowi towarzyszył mój monolog na tym blogu.